z serii (nie) Pasi Kasi „Orlen! SroOrlen!”

W podróży zazwyczaj jest tak, że gdy trwa ona dłużej, człowiek ma zwyczajnie potrzebę się zatrzymać.
Kiedy jeździłam z moim dziadkiem, a jeździłam sporo, zatrzymywaliśmy się głównie na parkingach koło przydrożnych hoteli, których wtedy dużo nie było, albo na parkingu w lesie. Zjadało się kanapki zrobione w domu, najczęściej
z żółtym serem, bo szynka była jedynie na święta, wypijało się kubek gorącej herbaty przesiąkniętej wcześniej zrobioną w ten sam termos kawą i ruszało się w drogę dalszą.
Czasem gdy opowiadam moim dzieciom, że tak wyglądała podróż przez Polskę, nie chcą uwierzyć, że nie było Maków, stacji benzynowych i tym podobnych udogodnień.
Ha! my to mieliśmy fajne dzieciństwo. Nie dość że podróż w Fiacie 125p była ogromnym wyzwaniem, bo w ścisku na kupie, to jeszcze bez klimatyzacji, sprzętu hi fi, ogrzewania regulowanego jednym pokrętłem, a do tego w żółwim tempie, to jeszcze te kanapki, te termosy, jajka na twardo 🙂 Pycha.

Teraz, gdziekolwiek by się człowiek nie ruszył, na każdym rogu stacje benzynowe, a dokładnie małe miasteczka. Stacja bywa zwyczajnie dodatkiem, dlatego bo rzadziej się teraz tankuje, bo samochody zwyczajnie bardziej ekonomiczne, a poza tym teraz najważniejsze jest aby kawa prześcigała się
z kanapkami, ilością rodzajów hot dogów, nie wspomnę o małych supermarketach, w których można dostać już absolutnie wszystko. Ostatnio nawet kwiaty, a dokładnie róże, które stoją w wazonie niewzruszone przez rok.
Zatem podróżując, człowiek ma sporo atrakcji w drodze do punktu docelowego, a bywa nawet, że ich koloryt, ilość i rodzaj przerasta najśmielsze oczekiwania ale i wytrzymałość człowieka. Bo w końcu po coś kiedyś wymyślono kawiarnie, bary czy kwiaciarnie.

No to jedziemy.

I kiedy po dwóch godzinach człowiek zaczyna się niecierpliwić stale siedzącą pozycją, chciałby zwyczajnie rozprostować nogi, skorzystać z toalety, wypuścić gnieżdżącego się z nim psa, wypić kawę i takie tam różne jeszcze, zatrzymuje się na stacji benzynowej.
Monopol absolutny na ilość stacji ma znana wszystkim myślę firma Orlen.
No i na tym wielkość tego miejsca się kończy, na tej dużej literze z przodu oczywiście.

Otóż.

Wchodzimy zatem na stację, gdzie wyfiokowani panowie czy też panie witają nas z uśmiechem, ubrani w cudowne firmowe uniformy, czyściutkie, wyprasowane, takie gładkie i ładne. Sami też ładnie dzięki tym ubrankom wyglądają, a panie, wiadomo, jeszcze dodatkowo się upiększają, aby wyglądać jeszcze piękniej. No cud, miód, malina.
Grzeczni, wyuczeni, nie dlatego, że tak mają, ale dlatego że tak firma pracodawca każe i uczy. Jednym udaje się to lepiej, innym średnio, innym wcale. Bo jeśli ktoś czegoś nie posiada w charakterze, to nawet taka firma tego nie wyciągnie przez pewnie szereg szkoleń, nakazów i polityk wewnętrznych. Robi to bo trzeba, a nie dlatego, że nakazuje mu to kultura osobista. No, ale w końcu idealnego człowieka nie ma na tym świecie, każdy ma jakieś wady, a w takim właśnie miejscu, te wady są najbardziej widoczne
i dają się czasem we znaki. Pewnie bierze się to też z faktu iż większość tych ludzi pracuje tam bo musi, a nie dlatego, że chce. Tu potwierdza się moje przekonanie, że do wszystkiego trzeba mieć powołanie. Nie tylko do tego aby być lekarzem, nauczycielem, czy górnikiem lub stolarzem. Trzeba mieć również to coś, by być dobrym sprzedawcą w sklepie, sprzątaczką, czy człowiekiem po prostu.
Wracając do ludzi stojących za ladą, bo gotowi znudzić, zwyczajnie po prostu.
Z uśmiechem witają, zachęcają do tankowania nie tylko paliwa, namawiają na dużą kawę, przekonują, że kupienie 4 hot dogów jest zdecydowanie lepszym wyborem niż 2, ale to logiczne. Biznes musi się kręcić.

Kiedy jednak wchodzimy do toalety……. tutaj świat już nie wygląda tak kolorowo.

Policzyłam, że będąc przez trzy w sumie dni w trasie, odwiedziliśmy 8 stacji Orlen. Każda miała dla nas jakąś niespodziankę i niestety tylko jedna z tych ośmiu zaskoczyła nas pozytywnie. Ale do rzeczy.

Dla osób o słabych nerwach, proponuję przerwać czytanie w tym właśnie momencie i proszę mi wierzyć, żalu mieć nie będę.

„Brud, smród, i ubóstwo”, jak mawiała moja babcia. I tu, to określenie, świetnie się nadaje. Brudne toalety, nie sprzątane na bieżąco, zasikane deski toaletowe, bądź ich brak, zepsute spłuczki, brak wody by umyć ręce, włączone, szkodliwe dla człowieka lampy bakteriobójcze, dezynfekujące o niebieskim świetle, to szczyt „atrakcji”. Do tego uszkodzone drzwi, nie dające się zamknąć, co powoduje, że ryzykujesz podczas załatwiania potrzeb osobistych, poznanie nieznajomego, na którego obecność przy tych akurat czynnościach, niekoniecznie masz ochotę…?
I teraz chcąc cofnąć taśmę filmu, do momentu wejścia na stację, to ni cholery nie składa mi się wyfiokowane towarzystwo za ladą z syfem w toalecie.
Chyba, że toaleta na stacji Orlen jest spod szyldu innej firmy (SroOrlen?).
Być może firma Orlen podnajmuje to miejsce komuś innemu i ten ktoś zaspał do roboty.
Ale ludzie! Właśnie tam, z całej tej stacji powinno być najczyściej, bo w końcu jedynie mogę się domyślić, co można w tak brudnej i zaniedbanej toalecie złapać i przywieźć do domu. Pasażera małego, ale jakże dokuczliwego. A nie bójmy się powiedzieć…. robale są wśród nas i chętnie migrują jako pasażerowie na gapę.
Oczywiście oceniając na wejściu stan toalety, można się odpowiednio zabezpieczyć, ale czy można to zrobić, skoro w kranie nie ma wody, a mydła w dystrybutorze? Czy rozwiązaniem na czystość jest włączona szkodliwa dla człowieka lampa, która z wiedzy jaką przekazał mi Syn, wypala komórki skórne? Sposobem na czystość….?
Drugie pytanie jakie się nasuwa, to czy osoby pracujące na tej stacji, chłopcy
i dziewczęta swoje w toalety w domu traktują podobnie? Nie myją ich i nie sprzątają, nie dbają o wodę i odpowiednią ilość mydła? Na pewno nie, bo w końcu ich stan wizualny na wejściu tak bardzo rzucający się w oczy i nozdrza, świadczy, że jednak wiedzą co oznacza ład, porządek i co oznacza słowo schludnie. A higiena nie jest im kyrwa obojętna.

No to kyrwa, o co chodzi???

Jak tak piękni, wyszykowani, pachnący, wyprasowani i w ogóle wszystkie ochy i achy męskie i żeńskie ludzie, pozwalają by na ich podwórku było tak syfnie, śmierdząco i paskudnie po prostu. Jak ludzie serwujący najlepszą kawę, hot doga, czy też inne dobra, równocześnie w pełni świadomie podają gówno w celofanie?
Czy tak ogromna i znana firma, stawiająca nacisk na markę i pakiet wszelkich szkoleń, nie uczy ich dbania o takie właśnie szczegóły?

No dobra, dość o tym.

Podczas tych kilku różnych wizyt zazwyczaj kupowaliśmy z MMŻ kawę, zresztą również dla Syna. No cóż, wiek osiągnięty przez Niego ma już swoje prawa. Oczywiście musiałam zadbać o to, aby nie poczuł się zbyt dorosły, dlatego dostawał zazwyczaj mały kubeczek, ale spróbował dobra nie w ukryciu, a całkiem oficjalnie 🙂
Kawa jak wiadomo serwowana jest w punkcie samoobsługowym, zatem samemu sobie zrób tak jak lubisz. I to akurat jest w porządku, bo w końcu każdy jakieś swoje fanaberie ma. Niestety nie zawsze, tu mogę śmiało powiedzieć, że jedynie w dwóch stacjach z 8 odwiedzonych, podejście do blatu z ekspresem było przyjemnością. Blaty czyste, dysze w ekspresie oczyszczone, kubków, łyżeczek, chusteczek nie brakowało, mleka również i wszelkich dodatków. W pozostałych przypadkach, blat kleił się od ilości rozlanych wcześniej kaw, rozsypanego cukru i innych syropów, które
w połączeniu razem ze sobą na powierzchni nie wycieranej od dawna, stworzyły nieprzyjemną skorupę. Czasem umiejscowienie blatu ekspresowego zaraz obok stanowiska z kasami, do który ustawiają się kolejki powodowało, że temu co akurat robił kawę ludzie stawali na plecach, tyrpali, rozlewając to co właśnie nalał ekspres, a do tego prychali niezadowoleni z faktu, że muszą się odsunąć, by ten ktoś mógł odejść bezkolizyjnie od ekspresu.
Czasem brakował kubków, czasem mieszadełek, czasem oferowane dodatki nie istniały w opisanych pojemnikach, a zapadka od kosza na śmieci, od nowości nie widziała zwykłej szmaty.

I znów nasuwa się pytanie, czy ktokolwiek z tych wyfiokowanych napiłby się kawy zrobionej w takich warunkach…? Czy tak też wygląda aneksik kuchenny u niego w domu….? pewnie nie.
Zawsze też istnieje opcja, że jednak tak, ale jemu czy jej to odpowiada i nie przeszkadza. Ale ja nie oceniam, tylko się zastanawiam.

Oczywiście, ilość ludzi przetaczająca się przez stację benzynową w czasie urlopu, w ciągu doby jest na pewno zastraszająca, a zatem utrzymanie czystości może być trudne, ale nie niemożliwe. W końcu to kwestia zwyczajnie dobrych chęci. Poza tym przyłóżmy do tego toalety w Makach. Tam zazwyczaj jest czysto, często ktoś się pojawia, kto się upewnia, że tak własnie jest, bądź poświęca chwilę, by taki właśnie stan otrzymać i utrzymać. Jest też również zasada, że jeśli robi się pewne rzeczy często i na bieżąco, nie konieczna jest wizyta Perfekcyjnej Pani Domu, by cię musiała odgruzować z tego co powstało przez lata. Wydaje mi się jednak, że brak deski klozetowej, brak wody w kranie, czy też mydła, syfny kibelek, czy brudna umywalka, to nie kwestia ilości klientów a zaniedbania podstawowych obowiązków.

Najbardziej jednak oburzyło nas ogłoszenie na jednej ze stacji, które powtarzane było średnio co 5 metrów w postaci tabliczek ogłoszeniowych, że postój powyżej 5 minut na parkingu będzie płatny????? Heloł, to jakiś żart???? A na tej właśnie stacji toaleta była nie tylko wyzwaniem, ale i powodem jedynie do tego aby złożyć skargę do sanepidu, bo stanowiła zagrożenie dla zdrowia klienta. A do tego najbardziej wyfiokowani panowie, witający uśmiechem od ucha do ucha, nienaganni, pozwalali aby za rogiem smród zabijał każde nawet dobre wrażenie zrobione na wejściu.

Są też miłe aspekty tychże wizyt. Na naszej drodze pojawiają się stacje benzynowe tej własnie firmy, które pozwalają zaskakiwać miło i są zaprzeczeniem tego co powyżej. Toaleta jest czysta, niczego jej nie brakuje, pachnie i zachęca do wizyt. Jeśli w ogóle to pomieszczenie może to robić. Stacja ta, o której tu mowa znajduje się przy trasie do zakopanego przy zjeździe na Rabkę Zdrój po stronie drogi na Zakopane. Miłe dziewczyny, toaleta jak wspomniałam powyżej, zakątek ekspresowy również czysty, uzupełniony pod każdym względem, a do tego uzupełnieniem niech będzie na prawdę, nie naciągana miła obsługa. Dziewczyna chętna, by pomóc, doradzić, ze szczerym uśmiechem i chęcią. Perfekt.

Zdania jestem bowiem jednego, że jeśli się ktoś decyduje na jakąś prace, to robi to w pełni świadomie, bo w końcu to, ze pracodawca chce nie oznacza, że ktoś musi, a jeśli nawet musi, to decydować się na nią powinien, by jak najlepiej ją wykonać, aby uczciwie zarobić przelewane na konto pieniądze. Oczywiście, że są naciągacze, którzy chcą przysłowiowym szkłem dupę podetrzeć
i oszczędzają na ilości osób na stacji, aby jak najwięcej profitów zyskać, ale ludzie Kyrwa, kij ma dwa końce.
Gdyby bowiem powstała mapka polecenia danej stacji, moich osiem zostałoby stosownie odznaczonych i proszę mi wierzyć, ze wybredne społeczeństwo, wiedząc o rankingu, omijałoby stacje z daleka. W końcu klient wymaga, bo klient płaci, a skoro płaci to wymaga.

Oczywiście będą i tacy, którzy pod nosem burkną, a inne stacje?? A ja byłem/byłam na Orlenie i zawsze jest ładnie i czysto.
Ależ oczywiście, że tak.
Zawsze jest ktoś zadowolony i niezadowolony.
Zawsze jest argument za i przeciw.
Ja odpowiadam jedynie za siebie, a o innych stacjach nie powiem bo nie bywam. Wynika to też z faktu, że Orlen bywa konkurencyjnym w cenie paliwa.
Być może płacąc więcej, dostałam lepiej. Nie wiem.

Nauczona doświadczeniem, którym się podzielę i z Wami, proponuję do toalety w Orlenie zabierać chusteczki antybakteryjne, bo nie dość, że w przypadku braku wody lub mydła, pomoże umyć ręce w toalecie, to może okazać się bezcenna aby z tej toalety skorzystać. Czujność winna szczególnie dotyczyć wizyt w tych toaletach z dziećmi.
Co do aneksu ekspresowego, zawsze chcąc uniknąć braku czegokolwiek, można zabrać swój kubek, łyżeczkę i cukier.
Można też zwyczajnie przerzucić się na sposób sprzed 25 lat i odwiedzać leśne parkingi, załatwiać potrzeby na łonie natury, kanapki zrobić w domku, a popić je kawą lub herbatą z termosu. Na pewno taniej i pewniej.

Ale, it’s up too you*.

Ja mam do powiedzenia tylko tyle, że tak duża firma, jaką jest Orlen, winna większą uwagę przywiązywać do tego komu sprzedaje swe logo na zasadzie franchisingu, a przede wszystkim sprawdzać czy nie jest ono obrzucone gównem i zalane kawą.

Szerokiej drogi Orlen SroOrlen 🙂

 

* to zależy od Ciebie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.