z serii Pasi Kasi „Siostra”.

Siostra… Ktoś ważny.
Tak zwyczajnie po prostu.
Od początku, do końca. Końca życia, siostry, mojego, i świata.

Pamiętam jak dziś, kiedy tato przyszedł do mnie w odwiedziny.
Podszedł do mnie, jak nastolatek, który zdecydował się przyznać rodzicom, że narozrabiał w życiu. Lekko speszony, wystraszony, podszedł i szepnął: „mam Ci córuś coś ważnego do powiedzenia”…. skąd wiedziałam? nie wiem. Ale odparłam bez zastanowienia „Chłopczyk czy dziewczynka?”. Pamiętam jego uśmiech. Ciekawa byłam przez chwilę, czy kiedy moja mama powiedziała mu, że jest w ciąży, to czy podobnie się ucieszył. Bo ten uśmiech warto było zapamiętać, tyle w nim było nieskrywanej radości.

Wtedy też poznałam obecną drugą żonę taty. Pełne nerwów, obaw było to spotkanie, ale głównie skupione na tej małej wtedy istocie, leżącej w leżaczku i śpiącej w najlepsze. Siostrze.
Dziwnie brzmiało to wtedy, bo 22 lata różnicy robiły swoje 🙂 Robiły, ale
i wskazywały namacalnie, bo gdy wzięłam ją na ręce, tak na prawdę mogłabym być jej mamą 🙂 ale jestem Siostrą.
Od tamtego dnia stała się dla mnie kimś na prawdę ważnym. Przecież jedna z krwi płynie ta sama u mnie i u niej.

Jej pojawienie się w naszym życiu, sprawiło, że tato odmłodniał. W końcu jedną córkę już odchował, wydał za mąż, ku swojemu i mojemu nieszczęściu. Jego nowa partnerka była też już mamą dorastającego chłopaka, a tu siup mała rozwrzeszczana ale i radosna dziewczyna, na nowo sprawiła, że poczuł się w 100% tatą.

Siostra rosła, usypiała tylko w takt piosenki „cztery słonie”, bądź w wózku huśtanym w kuchni bez końca, miała apetyt, rzadko chorowała, ale głównie sprawiała, że mój świat i patrzenie na niego stało się inne.
No bo czy można mówić o prawdziwym rodzeństwie, kiedy chowa się ono w innych domach, dzieli ich przepaść lat i pokolenie, a do tego na początku kompletnie nie mają nawet odrobiny wspólnych tematów? No niby nie, ale jednak, jak bardzo TAK.

Pamiętam kiedy pierwszy raz miała iść do przedszkola, a ja w przeddzień biegłam do niej z małym plecaczkiem. Pamiętam jak zabierałam ją rodzicom na weekend i rozpieszczałam do granic moich możliwości. Pamiętam jak jeździłam z nią na wycieczki, spacery. Można byłoby rzec, że w ten sposób wynagradzałam sobie swój brak dzieci, ale nie, to było zupełnie coś innego. Zawsze czułam rodzaj ogromnej bliskości ale i potrzeby, aby utwierdzić ją w przekonaniu, ze jest kimś dla mnie bardzo ważnym.

Kiedy moje życie się mocno pokomplikowało, bo mój były mąż ręcznie próbował wytłumaczyć mi świat, a ja postanowiłam związać się z bratem rodzonym mamy mojej Siostry, wszystko stanęło na głowie.
Mój tato nie chcąc tracić ze mną kontaktu i mając zawsze spory dystans do życiowych spraw, nadal przychodził do nas i miałam szansę widywać moją siostrzyczkę, która rosła jak na drożdżach. Zaczęła też nosić okulary i choć wyglądała w nich lekko szkaradnie, bawiło mnie jak patrzyła przez nie, dużymi, ciekawymi wszystkiego oczkami. Zawsze cicha, spokojna, lekko wycofana.

Nigdy nie była gadatliwa, zazwyczaj zgodna na wszelkie atrakcje wokół, potrafiła świetnie zorganizować sobie czas ze sobą, uśmiechnięta na przynoszone kolejne jajka niespodzianki, czy też książeczki do malowania.
Nie wymagała wiele, a i ja nie miałam wielkich oczekiwań. Byłam, powtarzałam, że kocham i że zawsze może na mnie liczyć. Bo stałam się i byłam Siostrą.

Lata płynęły, w międzyczasie pojawiła się druga siostra, Młodsza. Ona wypełniła lukę i zapełniła świat tym czymś czego brakło między nami. Była kimś z kim miała znacznie więcej do podzielenia, do pogadania, bo razem w jednym domu, mała różnica wieku. Miały siebie. Prawdziwe rodzeństwo, bo w żyłach już dwie te same krople krwi, różnej od mojej.
Młodsza nie odsunęła mnie od siostry, ale sprawiła, że byłam spokojniejsza, że nie jest całkiem sama. Pewnie, że był jeszcze wspomniany brat, czyli syn z pierwszego małżeństwo partnerki mojego taty, ale tam też spora różnica wieku, ale i płci sprawiały, że Siostra kleiła się do niego, a on oganiał się od niej jak mógł.

U mnie pojawiła się córka, ktoś najważniejszy wtedy dla mnie i Siostra zmieniła swą rolę, by stać się dobrą nianią i sposobem, abym odetchnęła choć przez chwilę od bycia kimś ważnym dla mojej córki. Zawsze świetnie potrafiły się bawić i spędzać wspólnie czas, spokojna zatem czekałam, aż czas mój i Siostry znów nadejdzie.

Ale niestety porobiło się bardziej i gorzej,a do tego zagościł strach, że stracę Siostrę.
Ojciec mej córki, brat partnerki mego taty i wujek Siostry odszedł. Tak wybrał nie ma co się rozgadywać, sprawił, ze nic już nie było takie jak kiedyś. Dla mnie jednak najważniejszym było powiedzieć Siostrze, że odkąd się pojawiła i do samego końca mnie, jej, czy świata, będzie ważna. Bez względu na to, co się wydarzy w naszych odrębnych drogach życiowych.

Kiedy zostałam sama z córką a MMŻ, na którego wyczekałam się tyle lat, zabrał mnie stamtąd tutaj, kontakty z Siostrą ograniczyły się do wizyt dwa razy do roku mojego taty, który przyjeżdżał zobaczyć swojego ulubionego zięcia, najstarszą córkę i ukochaną wnusię.

Siostra przyjeżdżała do nas, próbując w swej skromności odnaleźć jakikolwiek kontakt z MMŻ, który stanął obok mnie w moim nowym życiu. Jej ogromna skrytość nie ułatwiała tego, ale, choć może to mylne tylko moje wrażenie, chciała to zrobić mimo wszystko, by być blisko mnie. Była już znacznie starsza, a różnica wieku zacierała się między nami zupełnie. Stając się bowiem dorosłym człowiekiem, nagle stwierdzasz, że możesz podyskutować z każdym dorosłym ludziem i masz o czym pogadać, a tematów tych rozmów, jest bez końca ogromnie dużo.

To  był ten czas, kiedy zmieniała się chyba najbardziej. Przechodziła przez okres buntu i próbowania wszystkiego co dorosłe. Farbowała w tajemnicy przed ojcem włosy, przekłuwała (chyba) język, piła alkohol, chadzała na imprezy, nocowała poza domem. Ubierała się zawsze skromnie i mało kobieco, chowając się w za wielkich swetrach i spodniach a do tego koniecznie w trampkach. Mało mówiła, mało chciała, mało uczestniczyła, ale była. Siostra.

Zawsze miała świetny kontakt z moją córką. Okazywała jej zawsze mnóstwo uwagi i ogrom cierpliwości. Bawiła, huśtała, opiekowała się nią i sprawiała, że obok więzi łączącej mnie z nią, powstawała druga równie wielka i ważna więź między dzieckiem a ciotką 🙂 Stała się bowiem ciotką i jest nią pełną gębą, sprawiając, że na twarzy córki zawsze gości uśmiech, zamieniany na łzy tylko w chwili, gdy Siostra od nas wyjeżdża.

I tak powoli, rok po roku, przyszedł moment kiedy Siostra będąc już odpowiednio duża przyjechała do nas sama na weekend. Pamiętam tatę jak dzwonił, czy aby na pewno dojechała, czy jest bezpieczna, a po dwóch dniach upewniał się, ze nie sprawia kłopotu. Zachowywał się zupełnie tak, jakby oddał na weekend 2 letnie dziecko dziadkom i chce mieć pewność, że na weekend następny, też będzie mógł ją podrzucić.

I wtedy coś pękło. Pękła granica wieku. Nagle Siostra stała się rzeczywiście tym kimś o kim zawsze marzyłam. Stała się rodzeństwem. I choć z drugiej strony była nim od samego początku, to z racji sytuacji, zawsze czegoś brakowało, aby było to tak pełne i prawdziwe.
Nie wiem czy dokładnie potrafię przekazać słowami głębię tego co wtedy przeżyłam, podczas tego weekendu, ale był to rodzaj zupełnie nowego rozdziału.

Wtedy po raz pierwszy poszłyśmy razem na zakupy, szwagier kupił jej sukienkę przełamując wszelkie lody, dystans i poczucie onieśmielenia. Wtedy padły ważne pytania, odpowiedzi, deklaracje. Wtedy przekonałyśmy się, że jesteśmy Siostrami i możemy na siebie liczyć, tak zwyczajnie po prostu i nie trzeba było próby ani specjalnych ćwiczeń, aby stwierdzić, ze my zwyczajnie to potrafimy. Potrafimy być dla siebie Siostrami.

Przez te wszystkie lata, które minęły, a będzie tego 19 wiosen uczyłyśmy się żyć z wiedzą, że obok jest jeszcze ktoś. W zależności od momentu w życiu, będąc dalej bądź bliżej siebie, ginąc na chwilę lub znikając na dłużej. Zawsze jednak był ten ktoś, jest i będzie. Ja głównie uczyłam się przekonania, że jestem za moją Siostrę odpowiedzialna. Potem gdy pojawiła się Młodsza, również za nią. Choć to jednak z Siostrą miałam i mam najlepszy kontakt, bo Młodsza choć siostra, to z zupełnie innej planety i myślę, że potrzebuje więcej czasu, aby dojrzeć do tego, że ja też jestem Kimś dla niej.

Życie plotło się różnie, rzucało kłody pod nogi, mogło na zawsze nas od siebie odsunąć, ale myślę, że od początku uczciwość kontaktów i fakt szczerego przekazywania emocji sprawił, że zaufanie i wiara w to co między nami, jest silniejsze od najgorszych chwil, które spotykają nas w życiu.

Pewnie, że bywam zarozumiała, no bo w końcu jestem starsza i sporo za paznokciami życia mam, ale szanuję ją za to, jaka jest i staram się aby czuła dokładnie to, jak ważną jest dla mnie osobą i jak ważną cząstką mojego życia.

Lubię jej skromność, jej wewnętrzny spokój i małe wymagania wobec życia i świata. Lubię jak ściera się z kolejnymi stopniami dorosłego życia, stawiając samodzielnie im czoła i choć zdarzają się potknięcia, nawet przez chwilę się nie poddaje. Pewnie, że zwyczajnie po ludzku ryczy w kącie, lub wypłakuje się w rękaw, ale wskażcie mi młodego człowieka, który tego nie robi.
W końcu ja, jako starsza wyga też tak mam, że wzruszam się i smucę z byle powodu.
Jest wrażliwą, cholernie skrytą osobą. Przypomina mi naszego tatę.
Jest przeuroczą, osóbką, o urokliwym uśmiechu, roztaczającą wokół siebie niespotykany rodzaj spokoju i harmonii.
Jest czymś absolutnie cudownym, co spotkało mnie 19 lat temu i nie oddałabym ani jednego dnia spędzonego z nią bądź dla niej, za żadne skarby świata. Była bowiem ze mną zawsze tam i wtedy, kiedy tego oczekiwałam, kiedy tego chciałam i mogłabym sobie wymarzyć.
Obecnie jest osobą trochę pogubioną w świecie dorosłych, ale nie gubi uśmiechu i chęci stawienia mu czoła z dyplomem studentki w ręce. A to dowód, ze w życiu osiągnie znacznie więcej niż ja, bo ja wyższych w indeksie nie mam 🙂

I choć czytając to masz wrażenie, że bez powodu słodzę lub staram się sztucznie wynaleźć temat, to wiedz, że mylisz się okrutnie. Bo choć Siostra moja jest ze mną od 19 lat, to tak na prawdę odkrywam ją dopiero od kilku na prawdę.

Wiem, że ma tablicę marzeń, na której skrywa swe największe pragnienia. Wiem, że chce czuć się potrzebna i ważna dla ludzi, którzy są dla niej bliscy. Jest dobrą osobą i zawsze będę drżeć, ze ją ktoś skrzywdzi, ale wtedy nie ręczę za siebie. Wiem, że kocham ją ogromnie i mam nadzieję, że ona również czuje coś nie coś do mnie. Jestem z niej cholernie dumna i wiem, że osiągnie w życiu na prawdę wiele, czego z całego serca jej życzę.

SIOSTRA. Jedyna, niepowtarzalna i również moja.

2 myśli na “z serii Pasi Kasi „Siostra”.

  1. Ale po co pisać i lać wodę skoro to jest oczywiste?? Naprawdę jestem bardzo poirytowana jak to czytam…… moje oczy więcej tu nie spojrzą!! Proszę przemyśleć swoje zachowanie

    pozdrawiam Lucyna Biernacka

    1. Witam Panią, jeśli oczywiste jest dla Pani, to świetnie. Dla mnie również pewne rzeczy są oczywiste, ale postanowiłam się tym podzielić. Oczywistym jest również fakt, że Pani nie musi tego czytać.
      Mimo wszystko, dziękuję za wizytę.
      PasiKasi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.