z serii (nie) Pasi Kasi „Europa otworem stoi”

A opowiadają, że otworem do wszystkich Europa stoi, że gotowa przyjąć każdego kto chętny i ciekaw niej samej.
I jest otwarta codziennie od 10.00 do 21.00, co prawem handlowym jest obwarowane. Zaprasza i codziennie i możliwie weekendy. Zachęca do odwiedzin, do spędzania czasu rodzinnie.
No to skoro człowiek ciekaw i chętny jest, a tak nam się pewnego dnia przydarzyło, postanowiliśmy napić się kawy i pozwiedzać tamtejsze miejsca.

Ale jak zwykle, zacznę od początku.

Dnia pewnego byliśmy zmuszeni udać się do miasta Gliwice, celem załatwienia pewnej ważnej sprawy związanej z naszym rodzinnym samochodem . Sprawa na inny post, bo myślę, że również ciekawa, tym razem jednak nie o tym.
Kiedy z bólem serca, głównie MMŻ, pozostawiliśmy auto w miejscu docelowym w Gliwicach, postanowiliśmy udać się do Europy. Pomocna jak zawsze w takich chwilach Mapa Google zeznała nam, że z miejsca docelowego to zaledwie 15 minut spacerkiem, zatem dla zdrowia i przyjemności postanowiliśmy ten dzień spędzić przy kawce i na zakupach. Zasobność portfela co prawda nie dawała szans, na jakieś nieopanowane szaleństwo, ale co nowy ciuszek czy inna rzecz zwyczajnie, to zawsze powód do uśmiechu na twarzy.

Ruszyliśmy z telefonem w ręce i już na pierwszym skrzyżowaniu zaczęły się kłopoty, gdyż po drodze skończył się chodnik wzdłuż drogi szybkiego ruchu, zatem nie chcąc ryzykować mandatu, czy też wypadku, postanowiliśmy naddać drogi i zmienić troszku jej tor, zgodnie również, ze wskazaniem nawigacji, która potwierdziła, że tędy też można, ale naddamy 1 minutę drogi. Czym jest minuta na przeciw wieczności a tym bardziej kawki z mężem i zakupów  w jego towarzystwie.
Niestety, chodnik na innej drodze też szybko się skończył, na rondzie niedaleko musieliśmy przebiegać na przestrzał, iść wzdłuż ulicy poboczem trawiasto/bagiennym aż doszliśmy do znaku, który jasno wskazuje, iż ruch pieszych jest absolutnie zakazany.
Aby było jeszcze ciekawiej, nawigacja namawiała nas by jednak iść tą drogą, wbrew znakom wszelkim, bo w końcu osiągnięcie celu było kwestią chwili. Zboczyliśmy jednak z tej drogi, gdyż wizja działania wbrew prawu i przepisom nie było naszym celem i udaliśmy się klepiskiem pod trasą szybkiego ruchu, co pozwoliło ją przeciąć pod spodem. Było to jednak wymyślnym działaniem, ale głównie chęcią pominięcia niewybredna komentarzy MMŻ, który nie rozumiał, dlaczego nadal upieram się przy kawie, skoro ani chodnika, ani drogi tam nie ma.
Gdy przecięliśmy trasę pod spodem i znaleźliśmy się po upragnionej drugiej stronie, zaczęliśmy iść wzdłuż w/w trasy trawiasto/bagiennym szlakiem, zakończonym upragnionym chodnikiem. Sprawiło nam to ogromną radość i pojawiło się westchnienie ulgi, gdyż cel był bliżej niż dalej a co za tym idzie myśl przewodnia stała się faktem: „Będzie kawa! Będą zakupy”.

Podążając tym chodnikiem, minęliśmy przystanek autobusowy, co nasunęło myśl, że w jedną stronę rozpoznawczo można na piechotę, ale w drugą czemu nie autobusem? Tak szybko jednak jak minęliśmy przystanek, podobnie myśl o ewentualnym powrocie autobusem odeszła w zapomnienie. Cel zaś był jeden…. Europa.
I tu w dalszej naszej drodze docieramy do dużego skrzyżowania, a raczej chyba winnam powiedzieć ronda, na którym bliższe cywilizacji pojawiają się pasy dla pieszych, światła, a co najważniejsze, upragniona Europa. Jest już na wyciągnięcie ręki, jakieś 20 – 30 metrów długiej, po drugiej stronie ruchliwej ulicy. Ta jednak ruchliwa ulica okazała się barierą nie do przejścia. Zupełnie jak fosa broniąca zamek.
Nie zniechęceni pierwszymi obserwacjami, udaliśmy się w stronę przeciwną od Europy, tylko dlatego, że właśnie w tą kierowało przejście dla pieszych. Tymi zaś przejściami udało nam się dojść do stacji benzynowej Orlen. Niestety ostatniego punktu z w miarę bezpiecznym dojściem, gdyż dalej kolejna trasa szybkiego ruchu w kierunku nie dokładnie docelowym. Niestety po drodze nie natknęliśmy się na żadną drogę, która chciałabym bądź też powinna przeciąć trasę szybkiego ruchu by móc ostatecznie pozwolić człowiekowi do tej Europy dojść. Mam tu na myśli kładkę dla pieszych bądź tunel. Posądzając siebie o kiepskie postrzeganie topografii terenu, podeszliśmy do sympatycznego pana obsługującego stację Orlen i zadaliśmy mu pytanie: „Proszę Drogiego Pana, czy może nam Pan powiedzieć, jak dojdziemy do Europy?”
I jakież było nasze zdziwienie, gdy się okazało, że dojść się tam zwyczajnie nie da. A żeby było jeszcze ciekawiej i śmieszniej, Pan potwierdził, że nie jesteśmy jedyni pytający o drogę do Europy, a On niestety tej drogi nie zna, bo jej zwyczajnie nie ma.
Widząc nasze zakłopotanie i smutek zaproponował z szerokim uśmiechem, że jak pojawi się Klient na stacji benzynowej samochodem, to można go zapytać, czy nie mógłby nas podrzucić, bo tam, z tego co on się dobrze orientuje dotrzeć można jedynie samochodem.
Przez chwilę sądziliśmy, że to jeden wielki żart tego Pana, ale niestety okazało się, że to ani żart, ani tym bardziej dowcip. To cała i jedyna prawda o drodze, drodze do Europy.

Do Europy na nogach nie dojdziesz.

Powróciliśmy zatem do punktu wyjścia, czyli przejścia dla pieszych przy rondzie szybkich ulic i wtedy zauważyliśmy autobus i przystanek będący po stronie właściwej do kierunku jazdy w stronę Europy. Kiedy byliśmy blisko właściwego przystanku, oczom naszym ukazał się oddalający się z niego autobus, z upragnionym napisem przystanku docelowego „Europa”. Ucieszeni, że skoro nawet ten nam uciekł to będzie następny, jakżeż wielkie było nasze zdziwienie, kiedy następny okazał się być dopiero za dwie godziny.

Zrezygnowani, wróciliśmy ponownie na nasze ulubione skrzyżowanie i w mojej głowie pojawił się chytry plan, że ja się tej kawy napije, choćbym miała na przełaj po trasie szybkiego ruchu zasuwać, skakać przez barierki i siatkę okalającą Europę. Już zaczynałam namawiać MMŻ, że to chwilka, sekunda i jesteśmy po drugiej stronie, kiedy na horyzoncie pojawił się młody Chłopak. Wiekiem zbliżony do naszego Syna, przywdziany niewyszukanie, dzierżący w ręce telefon i zadający jakżeż znane pytanie: „Proszę Państwa, czy wiedzą może Państwo, jak dojdę do Europy?”
Porozumienie nawiązaliśmy błyskawicznie, gdyż cel podróży przyświecał nam ten sam, a że w kupie siła, pojawiła się szansa dotarcia tam szturmem osobowo większym. Wytłumaczyliśmy chłopakowi, że od dobrej godziny próbujemy zrobić to samo, ale na razie niestety nieskutecznie i tracimy powoli wiarę, czy uda się nie tylko napić kawy, czy połazić po sklepach, ale czy uda się tam zwyczajnie dotrzeć.

Wtedy MMŻ złapał myśl, patrząc w dal przed siebie, na drogę idącą równolegle do trasy szybkiego ruchu, w kierunku wyjazdu z Gliwic. Daleko bowiem na horyzoncie, oczom jego ukazał się charakterystyczny tunel pod trasą szybkiego ruchu. Odległość nie dała nam pewności, czy asfalt widoczny przez chwilę, zmierza aż do tunelu, czy tunel jest tunelem, czy tylko zmyłką i czy za tunelem znów nie pojawi się coś, to nie pozwoli nam iść dalej. Kto jednak nie ryzykuje, nie wie co go czeka. Skoro i tak już generalnie pogodziliśmy się z myślą, że Europa nie tak dostępna jak piszą, a już więcej do stracenia nie było poza czasem. Poza tym zwyczajnie nam się młodego Chłopaszka zrobiło, bo on na spotkanie za 10 minut był umówiony w miejscu, gdzie na przełaj w 6 by zdążył, ale ryzykiem opłacając to zbyt wysokim, ruszyliśmy za horyzont.

Podążaliśmy zatem, gdzie wzrok nie sięgał, wierząc, że intuicja MMŻ go nie myli i w końcu się uda. Uda się to o czym marzyliśmy i co planowaliśmy od rana.
Droga ciągnęła się się w nieskończoność, ale przybliżyła upragniony tunel, który mógł się okazać wybawieniem.
Chłopak okazał się sympatycznym towarzystwem, nawet inteligentnym, co pozwoliło i pogadać ale i pożartować z pomysłu architekta i pomysłodawcy miejsca.

Dotarliśmy do tunelu. Ten okazał się jednak dostępny i nie zdradliwy, pozwolił przeciąć trasę szybkiego ruchu i dotrzeć do drogi wewnętrznej, od tyłu Europy, gdzie samochody dostawcze dostarczają wszelkie dobra. Radość była ogromna, bo kiedy znalazłam się po drugiej stronie szybkości trasy, potwierdziłam MMŻ, że choćbym miała przez siatkę ogradzającą przeskakiwać, i błoto, czy trawę biec, to nie odpuszczę! Europa bowiem stała nam się bliższa niż kiedykolwiek.

Jakim ogromnym szczęściem okazał się fakt otwarcia drzwi do Europy i znalezieniem się w jej środku. Pożegnaliśmy chłopaka, życząc powodzenia w Europie i w pierwszej kolejności udaliśmy się do miejsca spoczynku, a tam raczyliśmy się dłuższą chwilą z kawą, która smakowała mi chyba tego dnia najbardziej. Tylko dlatego, że dotarcie do niej stało się trudniejsze niż ktokolwiek przypuszczał.

Na koniec nasuwa mi się kila pytań:

1.  Jakim celem było zachęcać do Europy, bez jasnej i bezpiecznej drogi dostępu. Nie umieszczając choćby małej informacji, że droga wybrana ostatecznie przez nas jest szansą na dotarcie do niej?

2. Czy ustalenie od początku, że dostęp do Europy mają jedynie klienci w samochodach, nie jest jakby rodzajem dyskryminacji?

3. Czy prowokowanie ludzi do utraty życia przy zdobywaniu Europy, nie jest aby przyzwoleniem na łamanie prawa i porywaniem się na życie nie tylko swoje, ale i innych?

4. Jak, miejsce, do którego nie ma dostępu, może być odebrane przez odpowiednie służby kontrolujące, jako właściwe dla ludzi?

My dotarliśmy, będąc zdesperowanymi. W końcu niecodziennie udaje się wyrwać z mężem z domu i bez dodatkowego balastu i nie w pośpiechu pozwiedzać Europę. Wypić w spokoju kawę i pobiegać bez ograniczeń po sklepach.
Kawa okazała się pyszna i jedyna w swoim rodzaju, zakupy udane, szkoda tylko, że miejsce to muszę okrzyknąć nieporozumieniem logistycznym.

Nie bądźmy obojętni na odmieńców, którzy w danej chwili jedynym środkiem transportu jaki posiadają to własne nogi. Nie bądźmy nieczuli na fakt, że nawigacja G pokazywała drogę raczej powietrzną bo na przestrzał przez trasę szybkiego ruchu, a nie logiczną, na zasadzie wykorzystania nośnika nożnego.  Nie bądźmy małej wiary, że człowiek drogi do Europy nie znajdzie, kwestią sporną jest jedynie to, czy bezpieczną.

Pewnym jest jednak fakt, że….Polak potrafi!!

W roli głównej, choć niekoniecznie udanej:

Centrum Handlowe
Europa Centralna

Pszczyńska 315, 44-100 Gliwice

 

20 myśli na “z serii (nie) Pasi Kasi „Europa otworem stoi”

  1. ten blog to okropność!! 0 składni, autorka nie jest wykształcona, sama nie ma pojęcia w ogole o czym gada!! Skandal jakis, zmarnowałam tu jedynie mój cenny czas na to badziewie

    (Nie)pozdrawiam Lucyna Biernacka

    1. Witam Panią, nie przypominam sobie abyśmy się znały?
      Jestem przekonana o tym, że aby wyrazić swe myśli i zdanie, wykształcenie nie jest konieczne, a jego poziom nie ma znaczenia.
      Mimo wszystko, dziękuję za wizytę.
      PasiKasi

  2. Blog niestety mi się nie podoba, tekst zawiera błędy językowe, a przekaz jest tak zwanym laniem wody. Trafiłam tu przez przypadek i więcej nie zaglądnę. Pozdrawiam, qklm.

    1. Witam Panią, jak mówi przysłowie, jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził. Skoro nie trafiłam w Pani gusta, trudno.
      Mimo wszystko, dziękuję za wizytę.
      PasiKasi

  3. Pani blog wywołuje u mnie odczucie ambiwalentne. Niby wpisy się pojawiają, jednakowoż sposobność czytania ich nadarza się na tyle rzadko, że jak to mawiają włosi CAZZO ALL’ANO CON IL TANTUS VENGONUS MOLTUS. Proszę poruszyć na swoim blogu temat p o l r e g i o, bo to jest warte uwagi. Branie pieniędzy za dręczenie ludzi po kilka godzin dziennie. O tym trzeba mówić!!!

    Na koniec dam taką radę dla rodzinki na wyjazd na wakacje. Jest piękne miejsce, stosunkowo niedaleko, do którego warto się wybrać jeśli lubi się góry. To miejsce nazywa się „National Mountain”, można tam się dostać jadąc od Krakowa ulicą Bociana.
    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Witam, o polregio trudno pisać, gdy nie ma się z nimi styczności. Należałoby kopiować teksty już napisane.
      National Mountain – byłam, kocham, znam też fajne miejsca.
      Dziękuję za odwiedziny.
      PasiKasi

  4. jesteś stara baba a zachowujesz się jak jakaś niedorozwinięta wiesniacka gowniara. Naprawdę kobieto czy ty w ogole wiesz o czym gadasz? To są takie głupoty za przeproszeniem wyciągnięte z jakiegos odbytu!! Naprawdę mam ogromna nadzieje ze zmieni to pani bo naprawdę widzę ogromny potencjał tylko gdyby nie te beznadziejne nic nie wznoszące opisy.

    Pozdrawiam serdecznie Maciej Stajenka

    1. Witam Pana, nie spotkałam się jeszcze z aspektem dyktowania autorowi bloga tego o czym mam pisać.
      Mimo wszystko dziękuję za wizytę.
      PasiKasi

  5. przepiękne! Kocham pani twórczość Poprostu lepsza wersja Mickiewicza!!! Chciałabym panią kiedyś osobiście poznać! Czekam z niecierpliwością na więcej! pozdrawiam cieplutko, twoja imienniczka

    Katarzyna Białowiejska

  6. Dobry wieczór. Kiedy pojawi się kolejny artykuł??? Nie mogę się doczekać, ten blog jest wspaniały! Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na mój kanał youtube – lowiczak123. Może stworzymy razem jakiś projekt na bloga i youtube? Najlepiej coś związanego z koleją i burzami, gdyż jestem miłośnikiem obu.

    Daniel 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.