z serii Pasi Kasi „sięgaj, gdzie wzrok nie sięga”

W zasadzie każdy z nas używa oczu. Do patrzenia, podziwiania, wlepiania się, gapienia i czarowania. Czy to czarne, czy brązowe, piwne lub niebieskie, każde z nich z osobna, wszystkie bez wyjątku są zwierciadłem naszej duszy. Czasem to właśnie w nich się zakochujemy, czasem toniemy w ich głębi, czasem bywają przerażające, a czasem intrygujące. Potrafią wyrazić prawie wszystkie ludzkie uczucia, zmieniają kolor od momentu urodzenia, są czymś bez czego trudno jest żyć.

Dlatego cierpimy, gdy chorują, szwankują, przestają widzieć zwyczajnie.

Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej, okulary były karą i powodem szydzenia z dzieci z kiepskim wzrokiem. Szpetne oprawki, bez właściwego kształtu, nieodpowiedniego do rodzaju twarzy, potrafiły odebrać urodę niejednej dziewczynce. Wśród koleżanek na balecie, do którego uczęszczałam, miałam koleżankę, która miała tak poważną wadę wzroku, że zmuszona była dźwigać na nosie okulary o wadze na pewno nie piórkowej. Wyglądała szpetnie i niestety spotykała się z nietrafionymi komentarzami na temat jej urody, ale cóż było poradzić, skoro zamiast ślicznej, urokliwej twarzy, górę brały ogromne, grube oprawki ze szkłami jak denka słoików. Jakim zaskoczeniem było zobaczyć ją po latach w szkłach kontaktowych, które były absolutnym pomysłem NASA na ówczesne czasy, a jej twarz wyszła na światło dzienne, zaskakując absolutnym urokiem.

W liceum, na początku zaczęłam mieć kłopot z matematyką. Jak się potem okazało, nie z przedmiotem miałam kłopot, tylko z jego zrozumieniem. Dlaczego? Mój nauczyciel od matematyki bowiem, by zmieścić ogrom swej wiedzy matematycznej na tablicy szkolnej, drobił maczkiem widocznym dla siebie, stojącego tuż przed tablicą, a bynajmniej nie dla uczniów siedzących w oddalonej ławce.
Wtedy właśnie gdy po raz kolejny nie zrobiłam notatek z lekcji, bo zwyczajnie nie było to możliwe bez funkcji zoom, mama zaprowadziła mnie do okulisty. Jak łatwo się było domyślić, nie tyle druczek profesora na tablicy był zbyt mały, a moje oczy zwyczajnie odmówiły posłuszeństwa i postanowiły się troszku zbuntować.
I tak na mym nosie pojawiły się bryle.
Całkiem niebrzydkie, dobrane w profesjonalnym gabinecie optycznym, gdzie spośród w sumie 30 sztuk oprawek, 16-ta z kolei okazała się zdaniem pań najpiękniejsza.
Umówmy się, były w porządku. Twarzy zabierały jakieś 30%, urody jakieś 35%, a pewności siebie góra 15. Do przyjęcia, w końcowym rozrachunku.

I tak od kilkudziesięciu lat, dzierżę na nosie oprzyrządowanie, które pozwala dostrzegać świat w większej ostrości czyli taki właśnie, jaki widzą ci, którzy mają szczęście mieć zdrowe oczy.

No i teraz pojawia się wzmianka o genach, które zapisują tak nasze zalety, jak i wady, choć nie ma pewności, że to tylko one za to konkretnie odpowiadają. Nasza Córka otrzymała w zapisanym genotypie tą właśnie usterkę polegającą, na nieostrym widzeniu. Ujawniło się to przypadkiem, gdy zaczęła mrużyć oczy siedząc przed telewizorem, albo uparcie twierdziła, że czegoś nie dostrzega, co przez nas rodziców było odczytywane jako robienie na złość, właśnie nam. Coś w rodzaju, że doskonale słyszy „proszę (to dla Ciebie)” przy dawaniu, ale staje się absolutnie głucha, przy mówieniu „daj”.
Niestety opinia lekarza rozwiała jakiekolwiek wątpliwości w prawdomówność córeczki, a w gratisie otrzymałam receptę na pierwsze okulary.

Na początku wada niewielka, nie stanowiła przeszkody w skakaniu jej flik flaków na ścieżce, ale z czasem niestety, stała się głównym powodem, dla którego córka bała się skakać. Wtedy też okazało się, że rozwiązanie, dla mnie osobiście nie do zaakceptowania, okazało się jedynym właściwym rozwiązaniem dla córki. Kontakty. I bynajmniej nie natynkowe.
Ktoś, kto używa szkieł kontaktowych może powiedzieć, że to jedyne i najlepsze rozwiązanie. Inny, podobnie jak ja, być może nigdy nie odważy się ich użyć. Ja osobiście nie cierpię robienia czegokolwiek przy oczach, dlatego też rzadko się maluję, córka jednak, kochająca skoki ponad wszystko, postanowiła podjąć wyzwanie. Teraz z punktu widzenia czasu, podziwiam ją ogromnie, bo zakładanie soczewek trwa u niej krócej niż przysłowiowe mrugnięcie oczami.

I tak trafiamy do sedna tego, co najważniejsze w tym konkretnym poście. Będą pewnie tacy, co policzą do tej pory użyte słowa i zdziwią się, że można aż tyle o tak błahej rzeczy. Można a nawet trzeba. Nie zapominajmy bowiem, że w każdej chwili naszego życia, jego sens opiera się niestety na wydatkach i wydanej kasie. Kiedy mamy jej ograniczoną ilość, a mnóstwo priorytetów, staramy się tam, gdzie to możliwe znaleźć sposób, by ich, w sensie pieniędzy, zaoszczędzić tak dużo jak to możliwe. Równocześnie jednak, nie możemy zabraniać dziecku swemu, spełniać marzeń o kolejnym skoku i zwycięstwie na zawodach.

I tak trafiłam do sklepu.
Internetowego.
Trafiłam przez upór poszukiwania tego co potrzebne za najniższą cenę. Znalazłam. Zrobiłam pierwsze zakupy i pomyślałam, że więcej tam nie wrócę. Dlaczego?
Nie dlatego, żeby cokolwiek było nie tak. Zamówienie zostało zrealizowane błyskawicznie, poprawnie i bez uwag. Podejrzewałam jednak, że skoro trafiłam na tak niskie ceny promocyjne, zanim będę zmuszona kupić kolejną partię szkieł, promocja zostanie zakończona a regularne ceny powalą mnie na kolana.
Zasadą promocji jest bowiem fakt okresowego działania i zachęcania, by potem rozczarować jej końcem i jej skutecznością. Oczywiście nie będę zagłębiać się w kwestie towarzyszących im czasem oszustw, bo i po co. Każdy z nas to zna, a jak nie, to w telewizji śniadaniowej na pewno za chwilę, jakiś psycholog nam to wyjaśni.

A więc wracam, za 1,5 miesiąca do tego samego sklepu i jakim zaskoczeniem jest dla mnie fakt, utrzymania cen promocyjnych, dla pełnowartościowego produktu, błyskawiczna ponownie dostawa, a przede wszystkim zadowolenie mnie, Klienta.
Zakupy powtarzam regularnie i niezmiennie od dwóch lat, nadal niskie ceny, nadal szybko dostarczają. Zmienili też ostatnio stronę internetową i dobrze, bo jest zdecydowanie bardziej czytelna i wyrazista, niż na początku moich wizyt. Kto jednak, jak nie sklep z optycznym oprzyrządowaniem winien sprawiać by być bardziej widocznym i czytelnym.

Dla zaciekawionych dodam, że z wrodzoną sobie upierdliwością Polki, zapytałam ostatnio, czy skoro jest tak fajnie i tanio, czy nie dałoby się taniej, bo fajniej już nie. Odpowiedź była zaskakująco szczera. „Droga Pani, mamy pewność, że taniej się nie da, ale chętnie dodamy do następnego zakupu u nas prezent”
Potwierdzam. Moich produktów nigdzie taniej, na stałe, nie znalazłam. Prezent dostałam. Prezent za lojalność, a ten, ma dla mnie zdecydowanie większą wartość niż najwyższy rabat.

Podziwiam konsekwencję, za sprzedaż pełnowartościowego produktu, w atrakcyjnej cenie, popartą szybką dostawą do celu. Podziwiam to, że nie zmieniają się dla mnie od dwóch lat i sprawiają, że odnalezienie drogi do ich sklepu jest kwestią mojego wyboru, a nie kaprysu.
Dziękuję za chęć rozmowy, za każdym razem kiedy mam ochotę do nich napisać i za fakt, że Pan Optyk dostrzega potrzeby zwyczajnych ludzi, którym wzrok postanowił  zrobić psikusa.

PasiKasi

EXPRESS JOLANTA SKRABOŃ

ul. Głowackiego 7a/II

47-220 Kędzierzyn Koźle

KONTAKT:

Tel.: 790-441-441

Email: sklep@eoptic.pl

www.mroptic.pl 

FIRMA CZYNNA:

Pn. – Pt.: 8:00 – 16:00

6 myśli na “z serii Pasi Kasi „sięgaj, gdzie wzrok nie sięga”

  1. „W zasadzie każdy z nas używa oczu.” Nie do końca tak jest. Ja odsłuchuję sobie pani wpisy poprzez syntezator mowy IVONA (głos: Jacek) i tak poznaję sens pani twórczości. Jestem osobą niewidomą, więc nie używam oczu. Niby taki mały chochlik, a odbyt wypada. Jako ciekawostkę dodam, że posiadam klawiaturę qwerty z wypustkami pozwalającymi mi poznać litery, stąd wiem jak np. napisać JP2GMD bądź TANTUS ANUS co po łacinie oznacza dzień dobry. 🙂 Dowiedziałem się nawet, że na ukraińskich wioskach można zrobić prawo jazdy nie mając funkcjonującego wzroku, gdyż rosyjskie pojazdy marki „ma3” są wyposażone w system sterowania kryzysowego, co w razie sposobności privietu (tak nazywa się w rosji sytuacje niebezpieczne) uchroni nas przed wypadkiem.

    Pozdrawiam pisząc z klawiatury dla niewidomych. Niech pani pamięta, że dzieje się dużo ciekawych rzeczy na świecie. Niewidomi czytają, papież gmd a huśtawki robią salta.

    1. Witam. To miło wiedzieć, że moja skromna twórczość trafia do każdego. Fajnym jest też fakt, że osoba podobnie jak Pan pozbawiona zmysłu wzroku, ma szansę kontaktować się z nami osobami widzącymi, by zwrócić uwagę na pewne niuanse.
      Dziękuję za wizytę.
      Pozdrawiam
      PasiKasi

  2. Osoba wiadoma się spociła niemiłosiernie i wydziela odór. Fuj. Ale wpis ciekawy (w przeciwieństwie do owłosienia podpasznegon osoby w). Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy 🙂

    1. Witam, dziękuję za komentarz. Prosiłabym jedynie o nie używanie słów uważanych za obraźliwe. Trzeba mieć bowiem na uwadze estetykę języka.
      Dziękuję za wizytę.
      PasiKasi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.