z serii Pasi Kasi „Jajo…niekwadratowe…lecz Zielone”

Kiedy planujecie wakacje? Czy robicie to dużo wcześniej? Czy też kierujecie całkowitym spontanem? Robicie to rodzinnie, czy też zdajecie się na gust męża bądź żony? Bierzecie pod uwagę cenę, czy też głównie komfort za dużą cenę?

My zawsze bardzo dokładnie planujemy wakacje. To pewnie wina mojej poukładanej natury. Najpierw zapada decyzja, który kierunek obieramy danego lata, najczęściej z prowadzonych przez mnie statystyk, że jest to północ. Potem, długo szukamy miejsca i przyznam szczerze, że co roku mamy szczęście trafić na ciekawe, piękne miejsce, które spełnia zazwyczaj nasze skromne wymagania urlopowe. Przypadek? Nie sądzę, choć może to całkiem zwyczajne i wy też tak macie, ale będę tutaj podkreślać nasze ogromne szczęście.
Kiedyś głównym celem było miejsce, gdzie nasze latorośle, teraz już sporo wyrośnięte, będą miały szansę być w miejscu, gdzie i atrakcji, ale i ilość miejsc z chińskim rękodziełem, zadowolą ich manię kupowania. Staraliśmy się też wyszukać miejsca, gdzie było też pełne wyżywienie, abym jako mama całoroczna, mogła poczuć się jak księżniczka i cieszyć się czasem bez garów. Potem kiedy pojawił się pies, trzeba było głównie skupić się na tym, aby była odrobina trawnika, miejsce, gdzie chętnie przyjmowali psy i zdecydowanie oddalenie przestrzenne od zgiełku i ludzi.

Za cały ten czas, jak jesteśmy razem, sporo było tych miejsc, bardziej lub mniej oddalonych od rodzinnego domu.
Były nawet wakacje za granicą, jedne jedyne, ale jakżeż cudownie greckie.

W sumie, to powiem szczerze, że zawsze marzyła mi się możliwość przejechania całej Europy w poszukiwaniu miejsc pięknych, mało uczęszczanych. MMŻ dorzuciłby pewnie do tych podróży, jeszcze marzenie o lepszym aucie, ech.
Dlatego chętnie oglądamy wyścig Tour de France, by podziwiać i wyobrażać sobie, że Francja staje przed nami otworem nie tylko z ekranu telewizora.
Może kiedyś?

I tak przemierzając Polskę wzdłuż i wszerz, po raz kolejny w wakacje, dokładnie rok temu, trafiliśmy w to magiczne miejsce.
Znalazłam je wpisując w wyszukiwarkę hasło „na wakacje z psem” i wśród wielu stron, znalazłam tą jedną, która od razu zwróciła moją uwagę.
Miejsce to bowiem odznaczone jest odznaką :

a schowane wśród pięknych zielonych okoliczności przyrody, prowadzone przez absolutnego pasjonatę Pana Antoniego Jackiewicz i jego Małżonkę, o nazwie „Gościniec pod Zielonym Jajem”, zachęca od pierwszych słów przeczytanych na stronie.

Ciekawą rzeczą jest fakt, iż Właściciele tego miejsca, postanowili się podzielić z chętnymi miejscem, do którego trafili przypadkiem lata temu i postanowili tu osiąść, po latach wojaży głównie do Afryki. To ciekawe, że ludzie, którzy w drodze i w różnych miejscach na świecie, spędzili mnóstwo swego życia, postanowili osiąść w miejscu tak odmiennym od dotychczasowych. W końcu to spore wyzwanie, by zamienić wieczne słońce, gorąc, odmienną kulturę i klimat, na polskie górskie krajobrazy, kapryśną pogodę i głuszę.
Ale najbardziej podziwiam fakt, że stworzyli z tego miejsca, coś w rodzaju królestwa ciszy, spokoju i wypoczynku, dbając o najdrobniejszy szczegół pobytu przyjeżdżających tu gości.
Całe otoczenie Gościńca jest bardzo zadbane i przede wszystkich, co w obecnych czasach rzuca się w oczy, zauważalne od samego początku jest tu dbałość o roślinność. Zachowany ogromny dąb, swymi rozłożystymi konarami, zachęca do odpoczynku w jego cieniu, szereg kwiatów, roślin, krzaczków, czy świeżo przyciętych trawników, daje dowód, że dla gospodarzy liczy się przyroda, z którą żyją za pan brat.
Witani jesteśmy przez gospodarza na progu Gościńca, z uśmiechem a następnie oprowadzani po włościach, z instruktażem miejsca, by wszystko od początku było jasne i klarowne. To ważne, by zasady korzystania z miejsca, ustalone były na wstępie, bo podczas pobytu nie ma grama wątpliwości, że dbaniem o porządek, gospodarze dbają również o komfort pobytu 🙂
Pokoje cudownie oddają wnętrze i charakter sprzed lat, mają swój przysłowiowy klimat i rasowość. Ku mojej ogromnej radości nie ma w nich telewizorów, bo wbrew powszechnemu przekonaniu, skoro już telewizor pojawia się w zasięgu wzroku, nie ma takiego, co by mu się oparł, a tak, nie ma tematu.
Jest czysto, przytulnie, ciepło i domowo.
W pokoju, każdy, nawet najbardziej wybredny, odnajdzie swoją prywatność, ciszę, spokój i poczucie ogromnego komfortu. To istotne, kiedy po całym dniu, spacerowania, zwiedzania i odrobiny szaleństwa, właśnie tego, odpoczynku i regeneracji otrzymujemy w nadmiarze.
Cudownym jest również to, że dzięki pomysłowi na aranżację wnętrz poza pokojami, każdy ma wrażenie, jakby przyjechał w gościnę do babci, cioci, czy też do mamy na wieś, bo czuć tu i widać ciepło domowego miejsca.
Dla mnie przeurocze jest piętro, gdzie głęboki, miękki fotel, zapalona lampa stojąca i jej ciepły blask, zachęca do czytania książek umieszczonych obok na półce.

Dodatkowym plusem jest jedzenie!! Absolutnie doskonałe, domowe, zawsze smaczne i pod przysłowiowy korek.
Śniadania codziennie kryją wiele kolorów i smaków i najbardziej wybredny gość, znajdzie tu coś, na co się skusi, czego spróbuje, do czego się przekona. Stół jest suto zastawiony wędlinami, serami, dżemami, warzywami i owocami, na ciepło kiełbaska z cebulką, jajecznica i fenomenalne racuchy z cukrem pudrem.
Miłym codziennym dodatkiem do śniadania, jest obecność Właściciela, który wita swych gości głośnym „dzień dobry” i z każdym z osobna wdaje się w sympatyczną pogawędkę. Każda z tych rozmów, jest bardzo osobista, a przede wszystkim okazuje się kopalnią wiedzy i pomysłów na każdy kolejny dzień, by coś zwiedzić i zobaczyć.
Drugim posiłkiem w ciągu dnia, co raczej zasługuje na nazwę uczty, jest obiadokolacja. Pyszne zupy, pełne dobra, które niesie pora roku, drugie dania wymyślne i niespotykane, do tego obowiązkowo deser, pieczony zawsze na świeżo i a na koniec, pysznego napoju, pełne szklane butle.
Panie, dbające o kuchnię, prześcigają się w pomysłach, czym uraczyć gości, czym zaskoczyć i wierzcie mi, że nie straszne im wybredne podniebienia i marudne dzieci. Biegają, dopytują, donoszą kolejne smakołyki, tak by nikomu niczego nie brakowało i aby absolutnie każdy, mógł wszystkiego spróbować i poczuć się „jak u mamy”.

Smacznie, domowo.

Ciekawa jest też historia, logo samego miejsca.
Pomysł „Zielonego Jaja” zaczerpnięty został z logo znanej marki samochodów terenowych. Trzeba bowiem podkreślić, że Pan Antoni jest nie tylko ich ogromnym pasjonatem, ale i właścicielem takowego egzemplarza. Chcąc zatem połączyć zamiłowanie do samochodów, oraz charakter tego miejsca, połączył to w jedno, sprytnie zharmonizowane „zielone jajo z wnętrzem.
Takie właśnie szczegóły, dbałość o detale i charakter Pana Antoniego są wspaniałym dowodem na to, że jeśli masz marzenia, to spraw byś mógł je realizować.
My zaś, jako goście możemy, zaraz od progu poczuć się tutaj jak w domu, zadbani, nakarmieni i nasyceni tym co wokół.

Dodam jeszcze dla tych, którzy są właścicielami czworonogów, małych bądź większych, że miejsce zgodnie ze swoją odznaką, jest przyjazne psom, które są tu mile widziane i równie dobrze zaopiekowane. A my psiarze wiemy co dobre i gorąco polecamy.

Stąd też, podobnie jak w tytule… Jajo!! niekwadratowe, ale w pełni zielone, jest doskonałym powodem, by zaplanować udane wakacje!

Bohaterem jest:

Gościniec Pod Zielonym Jajem
59600 Lwówek Śląski,
Płóczki Górne 102,
gosciniec@podzielonymjajem.pl,
tel.: 00 48 607 200 200
https://podzielonymjajem.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.