z serii (nie) Pasi Kasi „Nudny deszcz…stuka o parapet”

„W czasie deszczu dzieci się nudzą, to ogólnie znana rzecz,
Choć mniej trudzą się i mniej brudzą się ale strasznie nudzą się w deszcz „
sł. Jeremi Przybora, muzyka Jerzy Wasowski

Nie lubię gdy pada. Zwyczajnie. Jest wtedy mokro, zimno, smutno, sennie i tak bez większego sensu. A już zwyczajnie nie znoszę, kiedy pada podczas urlopu. Bo urlop, moim skromnym zdaniem, winien mieć monopol na pogodę i deszcz winien pojawiać się tylko w momencie kiedy śpimy, bo wtedy nam nie przeszkadza, a kiedy stosujemy szeroko pojętą aktywność, to cały czas winno świecić słońce.
Śmieszne? Bynajmniej nie dla mnie.

Oczywiście istnieje sprawdzony i pewnie znany Wam sposób spędzania wakacji tam, gdzie słońce jest pewne i raczej notorycznie obecne. Ciepłe kraje. Kiedy jednak posiada się psa, a nie posiada się możliwości pozostawienia go pod dobrą opieką, mamy maleńki kłopot, by jechać tam, gdzie pewne słońce i spełniać marzenia o idealnej pogodzie. Niejeden powiedziałby zatem, to na co Ci pies? Ale to pozostawię bez komentarza.

Można też nie jechać na urlop, by nie mieć poczucia niesprawiedliwości, kiedy pojawia się deszcz, burząc plany o cudownym urlopie. Nie ma wtedy powodu, aby się denerwować, przyjmujemy stan faktyczny takim jakim on jest, bierzemy w dłoń parasol i urządzamy zwyczajne „carpe diem” w drodze do pracy.

Kiedy jednak stan faktyczny jest taki, że decydujemy się na urlop, jedziemy tam, gdzie umożliwia nam to posiadanie psa, a pogoda robi nam psikusa i zaczyna padać deszcz, to co wtedy? Znam takich, dla których deszcz nie jest przeszkodą, by nadal cieszyć się urlopem. Leżą wtedy zawinięci w kocyk, piją ciepłą herbatkę i czytają kolejne strony książek. Są tacy, co dorzucają do tego odrobinkę winka, bądź też kawę zamieniają na kakao. Można?

Kiedy jednak jedziemy większą grupą i nie wszyscy posiadają książki, bądź inne rzeczy do czytania, lub też zwyczajnie nie lubią czytać, pojawia się opcja oglądania telewizji. Bywa, że pokażą coś interesującego, bywa, że trafimy na nieśmiertelne, powtarzane szczególnie w wakacje, polskie seriale, bądź inne hity i to one sprawiają, że przez chwilę zapominamy o tym co za oknem. Kiedy jednak wspomniana grupa ma odmienne gusta i każdy chciałby oglądać coś innego, może pojawić się dyskomfort, który zwiększy nasze rozdrażnienie spowodowane deszczem.

Czasem ta sama grupa, która po próbach czytania w pojedynkę, czy też oglądania grupowo telewizji, dochodzi do wniosku, że ani to, ani tamto, nie koniecznie wychodzi im najlepiej, komuś się przypomina, że ma karty. Po chwili euforii i pokładanej nadziei, że w końcu jest coś, co uratuje rodzinę od niechybnej zguby, wtedy pojawia się odwieczny problem, w co grać. Gier bowiem karcianych jest sporo, a ludzi we wspomnianej grupie również, pojawiają się zatem dwie opcje. Jedna, to ta sama co z telewizją, druga, to nadzieja, ze jednak znajdą wspólną, w którą wszyscy zdecydują się ostatecznie zagrać.

Kiedy jeździłam jako dziecko na wakacje do Zawad, miejscowości niedaleko mojego rodzinnego miasta, by tam w głębi lasu, w domku kempingowym, spędzić miesiąc z dala od domu, jeżdżąc na rowerze i biegając po wspomnianym lesie, w przypadku krzyżowania planów przez deszcz, babcia z dziadkiem wyciągali karty i potrafiliśmy cały dzień, tak właśnie protestować swoje niezadowolenie z tego faktu.
Cudowny czas.

Jest jeszcze jeden znany od dawien dawna sposób, by przeżyć czas deszczu, a mianowicie gry planszowe. Ciekawa jestem tylko ile jest mam, które w wypakowane po brzegi walizki, zmieszczą kosztem kolejnej bluzki, pudełko z grą. Oczywiście w sytuacji kiedy posiada się duże rodzinne auto, w którym połowy bagażnika nie zajmuje pies, udaje się wcisnąć pudełko ze scrablami czy z chińczykiem na ewentualność wszelką wody z nieba, ale kiedy miejsce ograniczone, a potrzeby posiadanych bluzek i kreacji wakacyjnych duże, to gry przegrywają z kretesem i zostają w domu.

Ostatnim, znanym mi sposobem przetrwania gorszej pogody jest odrabianie zaległości w śnie. Wiadomym jest bowiem, ze w życiu codziennym, posiadamy pewne braki właśnie w tej czynności, zatem, aby przeżyć ten czas nudy, można wcisnąć się pod kołdrę, zamknąć oczy i oddać się w objęcia Morfeusza. Ten przytuli nas mocno i pozwoli, by to co za oknem nie pozwoliło zepsuć humoru, a co za tym idzie nie zwiększyło poziomu rozdrażnienia. Co jednak zrobić, gdy prześpimy cały dzień, a w nocy zaczynamy jak marki wędrować po domku, pokoju, czy namiocie, szukając sposobu by przetrwać już nie deszczową, a bezchmurną noc?
Do przedyskutowania.

Znam też takich, dla których deszcz jest inspiracją i nie jest przeszkodą, by dalej cieszyć się wakacjami. A jeśli już nie cieszyć, to nadal je przeżywać, na przekór złośliwości pogody.
Zaszywają się w koce, bądź przed telewizorem, stawiają pasjansa lub pykają w pokera, malują paznokcie, piszą kartki z wakacji, a fakt mokrej pogody ich tylko inspiruje.
Takich, jest jednak niewielu, gdyż w obecnych czasach posuniętej mocno do przodu cywilizacji, cyfryzacji i innej acji, łapią w ręce komórki, tablety lub komputery i cudownego boga snu zamieniają na księcia F i I.

Dzisiaj od rana pada, niebo się zasnuło, a my szukamy sposobu na przetrwanie. Ja piszę, ale w końcu skończę, MMŻ przeczytał już gazetkę motoryzacyjną i obok nabytej wiedzy zwiększył się jego poziom rozdrażnienia, że są samochody ładniejsze i właściwsze dla nas, młodsza latorośl czyta, ale ile można bez przerwy wykonywać jedną czynność, a syn śpi, jakby wyczuwając intuicyjnie, ze nie warto nawet otwierać oczu, skoro to, co za oknem, jest mokre.

I abstrahując od tego co nam Nie Pasi, sprawmy by deszcz, był jednak sposobem na Pasi nie tylko Kasi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.