z serii Pasi Kasi „Ale Chamy mamy :) ”

Czy kiedykolwiek mamy bądź ojcowie, którzy czytają tutaj wpisy, zastanawiali się choćby przez chwilę, czy ich latorośle poddały się w sposób udany ich metodom wychowawczym? Czy wychowywanie ich przez naście lat przyniosło oczekiwany efekt? Czy są zwyczajnie dumni bez granic, czy też, gdyby mogli, zmieniliby choćby krztę czy odrobinę w tym procesie?
Ciekawa też jestem, jakie wnioski nasunęły się Wam, bądź nasuną, gdy jako obserwatorzy z boku, zobaczycie swe dzieło.

Mam dwoje dzieci. Jedno starsze, drugie młodsze.

To starsze, męskiego rodzaju, osiągnęło prawną pełnoletność. Jest wysokim, przystojnym (widzę jak się wkurza, gdy to czyta, o ile czyta) i mega inteligentnym gościem, który zaczyna już zdecydowanie zbaczać z drogi rodzinnych wytycznych. Z uwagi na wiek, proces ten jest gwałtowny, bardzo wyczuwalny i niosący pewne zniszczenia. Myślę jednak, że to naturalne, tak dla tego wieku, jak i charakteru omawianego mężczyzny. Wiele bowiem cech, tegoż właśnie, odziedziczył po swym ojcu, a dla mnie akurat te, nie są rzeczą, która mnie specjalnie czy też zaskakuje.
Myślę sobie bowiem, że chęć podkreślenia przez syna faktu, jaki to jest ważny i mądry a do tego wszystko wiedzący, jest silniejsza od pokory do świata i życia, jak i do rodziców zwyczajnie.
Z własnego doświadczenia również wiem, o czym on pewnie też się przekona (oby nie boleśnie) za niedługo, że życie, pewne rzeczy dość szybko zweryfikuje, podobnie jak ludzie go otaczający.
To typ silnego indywidualisty, nawet zbyt silnego czasami, mającego skrajne przekonania i co najbardziej zauważalne – „człowiek wielu przeciwieństw”.
Sam sobie jednak żeglarzem, okrętem, zatem niech wiatr w żagle dmie i do przodu. Życie bowiem stoi przed nim otworem, kwestia tylko, czy dostosuje się do otworu, czy też otwór dostosuje się do niego.
Jestem jednak dumna z syna, a co najważniejsze podziwiam go ogromnie, za wszystkie te cechy charakteru właśnie.

Drugie młodsze, będące dziewczęcą odmianą ludzką, wchodzi w trudny wiek dojrzewania, który zaś cechuje się dużą zmiennością nastrojów, częstych fochów i dąsów, jak i burzy hormonów, średnio, acz regularnie powtarzających się raz w miesiącu. W końcu 14 lat, do czegoś zobowiązuje. Jest śliczną, również mega inteligentną dziewczyną. Uwielbia sport pod każdą postacią i jest całkowicie zafiksowana na samochody, formułę 1 i matematykę.
Są dni, kiedy wkurza mnie do granic mej wytrzymałości i kiedy próbuję głośniej wyjaśnić, co w jej zachowaniu najbardziej mnie denerwuje, a czego tolerować zwyczajnie nie będę, to myślę, że sąsiedzi chętni są by się do tego ustosunkować.
Z jednej strony jest bardzo wrażliwym, ociekającym empatią, skrytym w sobie stworzonkiem, które gdyby tylko mogło przytuliło by wszystkie żyjące istoty na świecie, otaczając je miłością i dając im dom i schronienie.
Z drugiej jednak, jest już dość asertywną dziewczyną, czego głównie nauczyły ją kontakty z rówieśniczkami i rówieśnikami. Prze do przodu w życiu szkolnym, nie zważając na przezwiska, szyderstwa i inne złośliwości, wiedząc, że to jaka jest, jest wyłącznie jej zasługą.
Dyscypliny życiowej i uporządkowania nauczył ją w życiu (poza nami) sport i częste wyjazdy na zawody, których nie można nazwać miłymi wakacjami, a raczej obozami przetrwania. To niezła nauka życia, jak tak patrzę z perspektywy czasu i na pewno przydatna.
Będzie jej trudniej z uwagi na ogromną wrażliwość, choć może rosnąca asertywność sprawi, że szale się zrównoważą.
Jestem z niej bardzo dumna, bo jest codziennym potwierdzeniem, że warto było być konsekwentnym w swych własnych przekonaniach o dobrym wychowaniu.

Zabrzmię teraz bardzo zarozumiale, ale powiem, że niewiele zmieniłabym w swoim sposobie na wychowanie dzieci. Nawyki wyniesione przez mnie z domu i spora, przytłaczająca czasami, dyscyplina MMŻ sprawiły, że do jakiegoś czasu chodzili jak w szwajcarskim zegarku. Żadnych większych uwag, choć oni by pewnie stwierdzili, że w każdym dniu jest ich masa. Mam jednak na myśli, uwagi do całokształtu. Brak.
Są to bestie dobrze wychowane, potrafią się zachować w prawie każdej sytuacji, chyba, że ta właśnie, jest dla nich zaskoczeniem. Znają wszystkie najważniejsze słowa, które potrafią prawidłowo użyć i we właściwej formie, mówię tu o „dzień dobry, dziękuję, przepraszam, proszę”. Są też postrzegani przez otoczenie, jako osoby dobrze wychowane, z tzw. „dobrego domu”, kulturalne, godne zaufania i pokorne. Tak właśnie oceniają ich ludzie na co dzień, co niewątpliwie sprawia, że duma moja i MMŻ rośnie.

I na przeciw temu co powyżej, niech wyjdzie teraz na jaw, że potrafią, w życiu codziennym, sprawić, że mnie bądź MMŻ opadają ręce i tłucze nam się z tyłu głowy „Boże, ale chamy mamy”, choć na koniec pojawia się zupełnie inny jednak wniosek…

Sytuacja z dnia wczorajszego.
Wybraliśmy się do znanej miejscowości nadmorskiej z literką Ł na przedzie, celem nabycia wędzonych rybek. I nie wiem, czy otoczenie, wypełnione po brzegi osobami w stylu przysłowiowych „Januszy”, czy też fakt bycia na wakacjach, co do czegoś w końcu zobowiązuje, ale nasze ukochane dzieci dały upust swym komentarzom na sytuacje dnia. Komentarze dotyczyły osób, zachowań, zaobserwowanych wokół nas sytuacji.

I przyznam się Wam szczerze, że komentarze te głównie mnie rozbawiły, bo przeważała w nich głównie ich inteligencja i trafność obserwacji. Tego właśnie brak mi w obecnych kabaretach, Inteligentnej riposty i wnikliwej obserwacji.

I choć cisnęło się na usta, by powstrzymać je zwykłym „to nie wypada”, „tak nie wolno” itp, to jednak gdy przysłuchałam się im bardziej, zaczęły mnie coraz bardziej rozmieszać. Dochodzę bowiem do wniosku, że nasze dwie bestyjki, są cholernie inteligentne, spostrzegawcze, odrobinkę złośliwe, ale głównie bardzo dowcipne. Dlaczego?

Mój Tato zawsze powtarzał, że złośliwość świadczy o inteligencji. Trzeba jej zatem mieć odpowiednią ilość, aby złośliwość nie była przykra, lecz by stała się dowcipną.
Dowcip zaś, jak mówi sam słowników wyrazów bliskoznacznych i synonimów to błyskotliwość, fantazja, geniusz, koncept, logika, lotność, olej w głowie, przytomność, rozum, szerokie horyzonty, talent, pojętność, talent, spryt, koncept…(…).
Wniosek zatem nasuwa się jeden, że posiadam nadzwyczaj uzdolnione Chamy, przy których mogę jedynie dobrze się bawić. Bo dla mnie nie ma nic bardziej zabawnego, jak inteligentna zabawa słowna.

I tu pewnie nastąpi naturalny podział, pomiędzy zwolennikami mego wniosku i przeciwnikami. Każda ze stron na pewno ma swoje racje, każda również ich nie ma, z punktu widzenia obozów racji przeciwnych.
Jedna być może, próbowałaby mnie przekonać do swoich racji, inna, dla świętego spokoju przemilczy temat.
Ale właśnie tym się różnimy i to jest w sumie bardzo fascynujące, że te różnice pozwalają nazywać swe obserwacje, w postaci trafnych ripost, bądź dowcipnych spostrzeżeń.

Chamstwo zaś moich latorośli, choć pewnie nie w smak osób obserwowanych, to szalenie dowcipne dla obserwujących.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.