z serii Pasi Kasi „Kiedy podróż jest twoją ostatnią…”

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o filmie, który jest tak przejmujący jak przekaz, który pokazuje przez zaledwie 1,5 godziny. Choć właśnie ten film jest dla mnie symbolem właśnie w ostatnich dniach.

Trafiłam na niego całkiem przypadkiem a pominęłam go wielokrotnie w liście wyboru tego co chcę obejrzeć, bądź nagrać do późniejszego oglądania. Któregoś dnia, kiedy rankiem konsumowałyśmy z córką śniadanie, a wyczerpały nam się pomysły serialowe, przełączyłam telewizor na kanał „Habeo”. Trwał tam już od jakiegoś czasu film i drobny fragment, który zobaczyłyśmy, zaciekawił nas na tyle by zdecydować się go nagrać, w celu obejrzenia kiedy indziej.

Film nie jest gatunkiem płonnego romansu, czy też filmu akcji w stylu „zabili go i uciekł”, ani tym bardziej spektakularnym misicalem czy też znowu katastrofą w jednym akcie. Film jest formą obyczajowej historii, którego choć głównym wątkiem jest śmierć, to jednak opowiedziany jest jakby od kulis.
Już tłumaczę, bo może niezrozumiałe na wstępie, zaraz jednak okaże się jasne.

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jaką drogę odbywa ciało poległego żołnierza, na misji w Iraku? Bo przecież ginie ich zazwyczaj kilku, bądź kilkunastu naraz. Stają się historią, powodem żałoby najbliższych, wspomnieniem, tematem łez i wiecznej pustki. Gdy jednak zastanowić się jednostkowo nad tematem żołnierza, bohatera tego filmu, to choć jedzie ich kilkunastu w jedno miejsce, to pochodzą z miejsc różnych, gdyż rekrutują ich z wielkich miast, bądź małych mieścin, a Oni winni tam właśnie wrócić.
Kiedy zatem przychodzi dzień, kiedy rodzice czekają na swego bohatera, który w imię ojczyzny, oddał życie, okazuje się, że za jego ostatnią podróżą stoi sztab niewidocznych normalnie ludzi, a wszyscy oni kolejno dbają, by ciało każdego z tych wyjątkowych ludzi, rzeczy osobiste i list od dowódcy przygotować do ostatniej podróży do domu.

Bohaterem filmu „Podróż powrotna”, bo o niej tutaj jest mowa, jest amerykański oficer, Michael Strobl, w tej roli niedoceniony Kevin Bacon, który bierze udział w misji eskortowania zwłok zabitego w Iraku młodego żołnierza, szeregowca Chance’a Phelpsa. Ciało chłopaka ma zostać przetransportowane z Iraku do jego rodzinnego Wyoming.
Pewnie pomyślicie, że nie ma w tym być może niczego nadzwyczajnego, ba, niczego tak niespotykanego, by aż pisać scenariusz, czy kręcić film.
Nic bardziej mylnego.
Tytułowy Michael Strobl jest autorem scenariusza, gdyż to on właśnie odbył podróż przez Stany Zjednoczone, w czasie której staje się on naocznym i jedynym świadkiem zachowań amerykańskich żołnierzy, ale i zwykłych spotkanych po drodze ludzi w stosunku do poległego 20 letniego żołnierza. 

Niebywałym bowiem i ogromnie wzruszającym dla mnie, jest okazany szacunek żołnierzy, cywili i każdego napotkanego po drodze, do faktu iż obok nich w samolocie, bądź przed nimi w samochodzie jest transportowany z odpowiednimi honorami żołnierskimi człowiek, bohater, żołnierz, syn, narzeczony, dziecko czy też wnuk. Ale co najistotniejsze, co przemawia z każdej minuty filmu, to fakt iż jest to człowiek, który pod znakiem flagi w tym przypadku amerykańskiej, oddał życie za wolność, i w imię honoru oraz szacunku do swojej ojczyzny i ludzi.
Film ten, winien być podręcznikowo obowiązkowym, by wskazać właściwy obraz szacunku dla człowieka, symboli narodowych i ogromnej pokory, do życia, które jest ulotnym.

Po raz pierwszy obejrzałyśmy go z córką w towarzystwie MMŻ, jednym tchem, z ogromnym wzruszeniem i podziwem. Dziś obejrzeliśmy go po raz drugi i uczucia mu towarzyszące nie opadły. Łza zakręciła się w oku, głowa skinęła z szacunku dla tego co widzimy, a przede wszystkim jakby w obliczu ostatnich tragedii i ostatnich podróży, tych co odeszli, zatrzymaliśmy się na chwilę, oddając swój hołd i dowód pamięci dla tych, których zmuszeni byliśmy w swym życiu pożegnać.

Powiedzenie, ostatnio często słyszane, mówi, że zrozumie ten kto stracił, a takich osób jest sporo.
Nie ma się też licytować, co do ogromu towarzyszącej temu faktu tragedii, bo każda jest indywidualna, i bardzo osobista.
Każdy cierpi inaczej, każdy cierpi po swojemu, a my mamy obowiązek to uszanować i pomilczeć… cokolwiek bowiem nie zostanie powiedziane, dodane, to nic w pełni nie odda tragedii kogoś, kto stracił tę właśnie osobę.

Wokół nas nie brakuje śmierci, która kroczy wraz z nami przez życie, mając monopol, na decyzję o tym, kiedy i kogo ze sobą zabierze.
Jak powiedział mądry człowiek…
„Gdyby śmierci nie było nikt z nas by już nie żył. Przemijamy jak wszystko by w ten sposób przetrwać.”
– Jan Twardowski
Dlatego, skoro już nadchodzi i wskazuje, a ktoś w ciszy swej duszy płacze, za kimś kto był bliski, osobisty i własny, zamilczmy i oddajmy wyraz szacunku, dla bólu, tęsknoty, pustki, bo tak właśnie zwyczajnie najbardziej wypada.

W najbliższych dniach myślami będę z Tymi, którzy płaczą, otulę ich ciszą, której im teraz potrzeba, wierząc w to, że czas, jeśli nie uleczy, to na pewno popłynie, a tylko Oni winni zdecydować, jak długo powinien.

4 myśli na “z serii Pasi Kasi „Kiedy podróż jest twoją ostatnią…”

Skomentuj Justin Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.