z serii Pasi Kasi „W tajemnicy wam opowiem…”

Pamiętam czas, kiedy w sklepie mięsnym widzieliśmy puste haki.
Pamiętam dzień, kiedy babcia wsłuchana w Radio Wolna Europa nie pozwoliła mi wyjść z domu na podwórko.
Pamiętam jak moja mama, przynosiła do domu pochowane w torbach ulotki Solidarności.
Pamiętam, jak kiedyś w Warszawie, stałam wraz z rodzicami w kolejce w drogerii, by zdobyć odpowiedni na tydzień, rodziny zapas mydła.
Pamiętam jak mój dziadek biegał do zaprzyjaźnionego sklepu papierniczego po korale z papieru toaletowego.
To były czasy.
Ciężkie.
Dziwaczne.
Szare i bure.
I choć z uśmiechem wspominam je jedynie wtedy, kiedy zerkam na film „Nie lubię poniedziałków”, to pamiętajmy, że nie było w nich nic do śmiechu. Bynajmniej.

Miały jednak, z perspektywy czasów obecnych, swój swoisty urok. I nie mówię tu oczywiście o układach władzy i partii, internowaniu niewinnych, walce o Polskość i godność, oraz o ludziach, którzy za Solidarność oddali życie.
Mówię tu o śmieszności pewnych aspektów życia codziennego, jak kartki na jedzenie, rozwijający się międzysąsiedzki handel wymienny, czy też zwyczaj podawania wódki z zakąską.
Pewnym jest jednak, że mimo wszystko musimy zrobić wszystko, aby pomimo swej śmieszności, a tym bardziej okrutności, te czasy nigdy więcej nie zawitały.

Ale ten czas, ma również swoje smaki, charakterystyczne i znajome.
Znam też miejsce, gdzie można ich doświadczyć, wokół ciekawych okoliczności przyrody, zerkając na ściany, na których zdjęcia, przedruki starych gazet i ulotek propagandowych pozwala wspominać i smakować.
Miejsce to znalazłam, jak to w historii mojego serfowania po internecie bywa, całkiem przypadkiem podczas wypadu do Wrocławia. Ważnym, jak już pewnie wiecie, elementem w wyborze knajpki, jest to, czy możemy do niej zajrzeć z naszym czworonożnym członkiem rodziny.
Tutaj na pytanie, czy jest to możliwe, usłyszałam, że każdy pies, w każdej ilości jest mile widziany. Czy można chcieć coś więcej?
Do tego sama nazwa lokalu, wzbudziła moje zainteresowanie, a jak wyczytałam w jej menu, swojskie dania, które pamiętam z dzieciństwa, wybór był na prawdę prosty.

Restauracja, jak sama nazwa wskazuje, ukrywa się w zaułku Wrocławskiego Starego Miasta, obok Placu Solnego. Kiedy widzisz wąskie drzwi, charakterystyczne dla małych sklepików z tamtych czasów, już zaczyna się robić fajnie. Przed wejściem wita nas stół, do którego przymocowane miski rodem z Olkuskiej Fabryki Naczyń Emaliowanych, przytwierdzone do blatu wkrętem, w towarzystwie dwóch łyżek na łańcuchu, składają hołd Temu, który bawił nas filmową karykaturą tego, co wtedy śmieszne nie było wcale.
Wchodzimy do środka i zapachy wciągają nas w krainę, no cóż, czasów żurkiem płynących, pierogów różnorakich, gołąbków naszej mamy, bigosu babci, ogórków małosolnych ciotki, placków ziemniaczanych wujka. Tłusto, smacznie i do syta.
Zjeść można w trzech rodzajach miejsc, w zależności od humoru klienta, ale i od możliwości logistycznych lokalu. Nadmienię bowiem, że jest to miejsce bardzo popularne i zdobycie tam stolika, może graniczyć z cudem.
Jest sala główna lokalu, ogródek, ale ten polecam głównie latem przy dobrej pogodzie i szafa wspomnień.
Nam, na szczęście trafiła się szafa i choć kanapa, dwa fotele i niska ława nie zachęcała w pierwszej chwili by skorzystać, bo nie kojarzy się bynajmniej z wygodą konsumpcyjną, to jednak cieszę się, że na to miejsce, z braku innej alternatywy, się zdecydowaliśmy.

Wspomniana „szafa”, to pokój wyciągnięty z tamtych lat. Meble, drobiazgi, telefon, słynna meblościanka, lampa, radio i wszystkie inne drobiazgi, zebrane w tym miejscu i wyeksponowane w sposób ciekawy, zachęca nie tylko do posiedzenia, ale i do zwiedzania.
Mnie jednak najbardziej poruszył kącik, w którym stała wspomniana ława. Na trzech ścianach wokół, wyklejone zdjęcia działaczy solidarności, gazetki podziemia, ulotki propagandowe, obwieszczenie o stanie wojennym, odezwy do narodu, fotografie znane niektórym jedynie z podręczników do historii, nawiązujące do najważniejszych i pamiętnych wydarzeń z tamtych lat, przenoszą nas w czasie. Albo inaczej. Czas się tam na chwilę zatrzymuje, przystaje w miejscu, pozwalając na wspomnienia, na refleksje, na opowiadanie, jak to wtedy było i co też ominęło nasze dzieci, które nie znają pojęcia pustych sklepów, czy też braku telewizora, mydła, czy proszku.

Menu zadowoli każdego chętnego wspomnieć tamte czasy dzięki nucie Solidarności (Menu Solidarnościowe), porcje ogromne zasycą nawet największych łasuchów, a do tego miła obsługa uśmiechniętych dziewcząt i chłopców umili czas oczekiwania. A kiedy obiad to za mało, znajdziecie również pyszny deser, który można uzupełnić fusiastą biurową kawą, czy też Oranżadą „Cyranką”.
Pycha.

To kolejne miejsce na trasie wojaży kulinarnych tak moich, jak i mojej rodziny. W podróży głównie lubimy stawiać na miejsca ciekawe, smaczne i przyjazne psom. Takim jest również to miejsce, które obok dobrego jedzenia, serwuje nam półmisek wspomnień, ważnych tak z perspektywy czasu, jak i obecnej sytuacji politycznej.

Dlatego jeśliś łasy historii, zapraszam w to miejsce, by w chwili kiedy zegar się zatrzyma, smakować pyszne dania, w otoczeniu czegoś co ważne, dawnych, tak ważnych dla nas czasów.

Bohaterem jest:
Restauracja Konspira
Plac Solny 11
Wrocław
+48 796 326 600
rezerwacje.konspira@gmail.com
www.restauracjakonspira.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.