z serii Pasi Kasi „Chwile…”

Kiedy ostatni raz byliście na wagarach? A kiedy ostatni raz spędziliście parę chwil na szaleństwie ze swoimi dziećmi? Kiedy ostatnio zrobiliście coś na prawe spontanicznego, bez chwili zastanowienia bądź analizy?

Ja ostatnio zrobiłam, wbrew swym sztywnym zasadom i wiem już, że muszę to częściej powtarzać.

Pojechałam ostatnio do szkoły Syna w Mieście Królów, by odbyć coroczne spotkanie z wychowawczynią, celem podpisania sterty bzdurnych papierków, odbyć kurtuazyjną rozmowę i dowiedzieć się, że Syn nadal jest grzeczny, dobrze wychowany, nie sprawia kłopotów, bla, bla, bla…

Z uwagi na fakt, iż odbyłam tą wizytę w szkole podczas normalnych lekcji, wśród tłumów pierwszoklasistów, który zdecydowana przewaga, w biegu na przerwie mogłam uściskać swojego Syna i moją Synową. Nie, nic Was nie ominęło, żaden ślub czy też inne obrządki, ale ponieważ ta Dziewczyna JEST i tak winno pozostać, postanowiłam obarczyć ją tym określeniem, by nie wpadła na pomysł, by być kimś tymczasowym, nie daj Boże.

Trochę mi było przykro, kiedy obydwoje przybiegli do mnie na krótkiej przerwie wiedząc, że i tak zaraz będą musieli pobiec do swych obowiązków szkolnych, bo można było odnieść wrażenie, że to spotkanie należało do tych, które są akurat w tym dniu, i w tamtej chwili zwyczajnie potrzebne.
Stąd w mej głowie, bardzo poukładanej i w punkt mamusinej, powstał szalony pomysł, by zabrać ich na wagary. Porwać na filiżankę dobrej kawki i pyszne ciacho.

Sama nie wiem dlaczego, sama nie wierzę, że mogło się to w ogóle wydarzyć, ale na kolejnej przerwie, kiedy Dzieci Starsze znów mnie dopadły, rzuciłam zwyczajnie „To chodźcie na wagary”. Jeśli choć przez chwilę liczyłam na jakiś opór z ich strony to daremnie. Jeśli myślałam, że będą bardziej rozsądni niż mama i powiedzą „nie”, to się zwyczajnie przeliczyłam. To tak, jakby posądzić, swoje dzieci, że nie odpakują prezentów spod choinki, albo nie będą chcieli latem lodów.

Gdybym miała aparat ukryty, jak szpieg, w oku, mogłabym ruchem powieki, uwiecznić ich radość, gdy wybiegli za mną ze szkoły. Kiedy zerkałam na ich twarze, uśmiechy ich były tak szerokie, że tylko uszy mogły je zatrzymać, by nie okręciły się wokół głowy. Nie ważnym była brzydka pogoda i padający deszcz, nie istotnym zawalony sprawdzian z chemii, czy obawy o oceny z biologii, oddali się całkowicie tej chwili, kiedy mama i teściowa 🙂 zabrała ich, nie ważne gdzie byle z dala od budy, obowiązków i kłopotów dnia codziennego.

Ten kubek wypaśnej kawy z karmelem i bita śmietaną, ten wielki kawałek ciasta i ta chwila na kanapie w kawiarni na dworcu, rozmowa o wszystkim co ich gryzie, doskwiera, rozmiesza i złości. Bezcenna. Widziałam na ich twarzach nie tylko radość z odrobiny szaleństwa, ale ulgę, że blisko siebie mogli spędzić ze sobą czas, nie ograniczony czasem przerwy w szkole. A jeszcze fajniejszym było to, że moje towarzystwo specjalnie im nie przeszkadzało, nie byli usztywnieni, że matka truje, ale chętni by podzielić się kolejnymi szczegółami budowanego swego życia, relacji międzyludzkich i wkurzeń na otaczający świat.

To był fajny pomysł i chwile spędzone z Nimi. Ludźmi młodymi, zagubionymi lekko w swych początkach dorosłego życia, zmęczonymi szkołą i nadal funkcjonującymi zasadami, chętnymi zachłysnąć się w końcu swoją wolnością, na ich zasadach i wedle ich reguł. Młodzi niczym, poza kasą, nie ograniczeni ludzie, mający swoje spojrzenie na świat, swoje pierwsze plany i zamiary. Błądzący nadal, ale równocześnie tak świadomi, że trzeba znaleźć swą drogę i zacząć nią iść, w zgodzie głównie ze sobą.

Trzymam kciuki za ich plany, za ich marzenia i zamysły. Chcę bardzo, aby im się wszystko co wyśnione spełniło, a życie aby im pod nogi rzucało jak najmniej kłód. W końcu my dorośli wiemy, że młodość ma swoje prawa, musi się wyszumieć i pobujać w obłokach, ale jak nie oni, to kto będzie nam dawał energię, że jeszcze warto i jeszcze trzeba być… spontanicznym i niczym nie ograniczonym.

Dzieciaki Kochane, bardzo Wam dziękuję. Ten dzień pokazał mi, że warto czasem zrezygnować ze sztywnych reguł, by poza swą codzienną sztywnością posiadać w kieszeniach odrobinę szaleństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.