z serii (nie) Pasi Kasi „A podobno to zaleta…”

Kiedy byłam małą Dziewczynką wpajano mi pewne sztywne zasady. Zasady dobrego wychowania.
Sporo z nich zostało ze mną do dzisiaj i choć nie mam się za chodzący ideał, to jednak staram się je stosować, pomimo wieku i własnego widzi mi się.
Jedną z tych zasad, jest:

Nigdy się nie spóźniaj!!

Zawsze musiałam być gotowa na czas. Czy to wyjście z rodzicami do znajomych, czy to wyjście do kina, czy wizyta w filharmonii, czy wtedy kiedy umówię się na plotki w kawiarni, zawsze mi powtarzano „Bądź na czas!” Punktualność to zaleta. Nie każ by ktokolwiek na ciebie czekał, bo to oznaka braku szacunku dla Niego.
Byłam na tyle roztropną i inteligentną bestią, że szybko wpadłam na pomysł, że skoro ktoś się spóźni na spotkanie ze mną, również nie okaże mi tego samego rodzaju szacunku, a zatem „jak Kuba Bogu…”. A zatem, bądź dla innych taki, jaki oczekiwałbyś, że będą inni dla ciebie.

Zawsze byłam na czas i punktualnie, nigdy na mnie nikt nie czekał, nigdy nie opóźniałam wyjścia z domu, a według ustalonej godziny wyjazdu w drogę na wakacje, można ustawiać zegarki.
Tak mam, bo w nawiązaniu do zasady, lubię mieć wszystko pod kontrolą i na prawdę uporządkowane.
Dlatego też nigdy nie znosiłam, kiedy moja przyjaciółka przybiegała na spotkanie ze mną przynajmniej 40 minut spóźniona, kiedy dzieci nie wracały na ustalona godzinę do domu i kiedy impreza zaplanowana na odpowiednią godzinę, zaczynała się zwyczajowo opóźniona.

Ostatnio często bywamy w teatrze, bądź na spektaklach teatralnych organizowanych w salach do tego przystosowanych. Obydwoje w ten sposób, możemy nadrobić pewne zaległości. On z całego życia, a ja z czasu kiedy przestałam chodzić do teatru.
Mamy również okazje, uczestniczyć w innej formie uczty kulturalnej, a mianowicie bywam na koncertach, a ostatnio również na występach kabaretowych.
Za każdym razem jednak, spotyka nas dokładnie to samo. Obok cudownego przeżycia czegoś duchowego, bardzo przyziemna rzecz, będąca ostatnio chorobą naszej cywilizacji.

Powoli do puenty.

Dlaczego osoby od dawna wiedzące, że wybierają się do teatru, bo na ciekawsze spektakle, raczej nie kupuje się biletów na 10 minut przed, nie potrafi tak zaplanować popołudnia, czy wieczoru, aby nie spóźnić się na spektakl? Dlaczego nie potrafią przyjść z odpowiednim zapasem czasowym, by spokojnie móc pozostawić nadmiar garderoby w szatni, skorzystać z toalety, spożyć to coś na co mają ochotę, by w spokoju wcześniej usiąść na sali? Dlaczego nie potrafią sprawiać, że aktorzy, którzy zwarci i gotowi w kulisach, mogli rozpocząć o tej godzinie, która widnieje na biletach, plakatach, czy w repertuarze teatru?
Dlaczego na wejściu, okazujemy im brak szacunku do ich czasu, pracy i tego, że dotarli do teatru, czasem z odległych stron Polski, by móc rozpocząć swą pracę o czasie i zakończyć ją zgodnie z planem?

Zastanówmy się, czy poza tym, że być może nie lubimy chodzić do pracy, chcielibyśmy móc ją rozpocząć punktualnie, a co za tym idzie wyjść o czasie do domu? Faktem jest jednak to, że spóźniamy się do pracy notorycznie, by jednocześnie opuszczać ją o punkt godzinie.
Spóźniamy się na rodzinne imprezy, pomimo godziny wskazanej, uważając być może, że jest to w dobrym tonie. Powodując, że wszystko to co przygotowane na czas, po naszym przyjściu nie ma efektu wow, z wyschniętym majonezem na sałatce, bądź zwiędniętą sałatą wśród wędlin.
A co jeśli to my przychodzimy punktualnie, a gospodarze są w rozsypce? Czyż nie mamy nieprzyjemnego poczucia, że wcale nas nie oczekiwali, a nasze punktualne przyjście jest im zwyczajnie nie w smak.

Nie wiem, czy osoby przychodzące do teatru w chwili gaszenia świateł na widowni, oczekują zauważenia własnie ich i faktu zakodowania, że czas ich przybycia po czasie ma być podkreśleniem ich wyjątkowości? Bo czym wyjątkowym jest bycie niewychowanym?

Są teatry i miejsca, gdzie po czasie możesz nie zobaczyć sztuki, tak jak kiedyś do kina mogłeś wejść po kronice, albo wcale. Ileż oburzenia można potem usłyszeć w kuluarach, bo przecież nie od nich wtedy cokolwiek zależy, wtedy to korki, autobus, niania, i wszystkie nieszczęścia świata, które w natłoku swej złośliwości powodują, że 1/4 widowni przybyłej do teatru, winna pozostać poza salą.

Zawsze byłam zdania, że konsekwencja w działach popłaca. No bo wyobraźmy sobie, ze przymykamy oko na to, że dziecko wraca po godzinie ustalonej do domu. Za trzecim razem nie wróci na noc, bo nie będzie widziało w tym nic złego, skoro dwukrotnie nie przyszło na czas, za przyzwoleniem Tych, od których na początku wiele zależy.
Ciekawa jestem jednak, czy kiedy przychodzimy do lekarza, pilnując godziny umówionej wizyty, a lekarz nie przyjmuje nas o czasie, to czy równie pokornie i w ciszy siedzimy w poczekalni jego gabinetu, jak aktorzy za kulisami w oczekiwaniu na podniesienie kurtyny, odliczając kolejne minuty opóźnienia?

Dlatego Ludziska Kochane, pamiętajcie, że skoro oczekujecie wobec siebie szacunku, to najpierw, to Wy winniście go okazać, mimo swych dotychczasowych przekonań. Znam również sposób na to, abyście nie spóźnili się na każdą kolejną imprezę, wystarczy na jedną, dla was ważną was nie wpuścić… Zaboli bądź nie, nieistotne.

Istotą jest jednak fakt, że albo w ten sposób przestaniecie się spóźniać, albo przychodzić np. do teatru. Tak czy tak, z zyskiem dla nas, PUNKTUALNYCH!

1 myśl na “z serii (nie) Pasi Kasi „A podobno to zaleta…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.