z serii Pasi Kasi „Dumna jestem…”

Dumna jestem z naszych dzieci. Tak po prostu. Zawsze.
Bez względu na to, co osiągną. Czy to mieści się w kanonie dobrych, czy złych rzeczy.
Czy daje powód do radości, czy też złości, to jestem dumna, bo coś dzięki nim się wydarza w moim życiu. Coś co mnie sprawia radość i potwierdza ich obecność blisko. Sprawia, że uczą się wyciągać wnioski, daje do myślenia nie tylko im, ale i mnie, sprawia, że sobie uświadamiam, że zaczynają nas wyprzedzać, zaczynają być mądrzejsi od nas i o wiele więcej wiedzą. To jest strasznie fajne. Znaczy nie byłabym sobą, gdyby mnie nie ścisnęło w dołku,
że czasem wiedzą więcej ode mnie, ale myślę, że to naturalna kolej rzeczy. Myślę tu głównie o nowinkach technologicznych, tutaj są przed nami i to sporo. Zresztą ja też o wiele więcej wiedziałam od moich rodziców i dziwne, że reakcja moich rodziców jakiś czas temu i moja teraz jest bardzo podobna. Czy to już, jest zatem ten moment, kiedy możemy powiedzieć, że czas zatoczył koło? a może kółeczko?

Myślę, że tak.

Ale miało być, ale  nie o tym.

Miało być o dumie. No bo dzisiaj akurat Syn wygrał konkurs o zasięgu powiatowym. No i dumna z Niego jestem, znaczy jesteśmy. Ma Chłopak talent. Ale akurat nie do tego co zamierza kształcić później. Może jedna przyjdzie moment, kiedy się zorientuje, że własnie przy użyciu TEGO może zrobić karierę. Bo TO, ma na prawdę fajne. A TO, to głos. No kurde wierzcie mi, że ten głos gardzieli ma niesamowity. Zaskakujący, ciepły w barwie, miły w słuchaniu. Czasem próbuje na nas te swoje chwyty głosowe, wie, co lubimy najbardziej i bawi czasem do łez.
A odkrycie to, że posiada taki dar nie należy do nas, a do fantastycznej Pani nauczycielki, która uczy naszego Syna języka polskiego. To duet jedyny w swoim rodzaju, polegający na obopólnej fascynacji, Syna językiem Polskim
i pięknem jego brzmienia, oraz nauczycielki, która fascynację swą pielęgnuje do tego języka ucząc naszego Syna kolejnych ważnych rzeczy.
Ja osobiście już widzę, oczami wyobraźni, a w zasadzie słyszę uszami czegośtam, jak głos naszego Syna brzmi na końcu filmu „czytał………..”.
Mówcie sobie co chcecie, ale ten głos jeszcze usłyszycie.
Ciekawa tylko jestem, czy w którymś tam momencie w życiu uświadomi sobie, że ma dar i talent i warto byłoby w niego odrobinę więcej zainwestować. Bo ja jakoś przekonania do jego planów na życie nie mam, ale ciiiiiiiiiiiii…… niech próbuje i smakuje życia.

Ten głos jest doceniany na każdym kroku, bo jak trafia się w szkole imprezka, w której można zabłysnąć głosem, to oczywiście nasz Syn jest brany jako pierwszy pod uwagę. Panie w szkole chodzą, proszą, głaszczą jego męskie ego, no i On, jako typowy facet, nie może się kobietom oprzeć. Jako dżentelmen nie potrafi zwyczajnie odmówić.
Ale co z tego, skoro rzeczywiście ma do tego talent, a kolejne solówki podczas klasowych przedstawień, również udowadniają, że coś w tym jego głosie jest hipnotyzującego.
Jestem zdania, że jeśli tylko w którymś momencie w życiu dojdzie do wniosku, że może wykorzystać swój głos i dzięki niemu utrzymać siebie i rodzinę, lub tylko siebie, niech korzysta. I dodam, że aby mnie lub MMŻ zadowolić nie musi mieć dyplomu prawnika, czy lekarza.
Ważne by robił w życiu coś, co będzie sprawiało mu radość i przyjemność.

Boję się tylko jednej rzeczy, że Jego uwielbienie dla samego siebie, nie pozwoli mu z większą pokorą patrzeć na ludzi wokół, którzy bywają mądrzejsi od Niego. Ważnym jest, że nie należy ich wtedy lekceważąco mijać i omijać, a korzystać
i wykorzystać jak najwięcej się da.
Liczę jednak na to i staram się być przekonana, że właśnie do tego też,
w końcu dorośnie.

Córka postanowiła zrobić coś bardziej frywolnego, lekkiego, zwiewnego.
I choć już wie, jak sama mówi, że to nie będzie jej sposób na życie
w przyszłości, to jednak zaskakuje nas na każdym kroku.
Jej zaangażowanie właśnie w ten sport powoduje coraz większy strach
i obawę, czy po kolejnym treningu nie wróci połamana, poobijana.
Idzie jednak na trening, bywa też, że z katarem do pasa, ćwiczy, pada na ryjek jak sama mówi, a bywa tak zmęczona, że zasypia nad kolacją, albo ze zmęczenia nie chce jeść. Wiem jednak, że to jej daje obok największego stresu, największą radość i satysfakcję.

Gdyby tylko miała szansę ćwiczyć u lepszych, bardziej zaangażowanych
w indywidualne potrzeby każdego zawodnika trenerów. Do tego jednak potrzebowalibyśmy prywatną szkołę, której w naszej małej wiosce nie ma,
a do tego nie wiem, czy zwyczajnie byłoby nas na to stać. Sporo jesteśmy
w stanie oddać naszym dzieciom, rezygnujemy z wielu rzeczy, ale myślę,
że osobisty trener byłby wyczynem nie do przeskoczenia nawet dla nas. A szkoda.
Był czas, że szukałam sponsora, takiego, który byłby w stanie wspomóc Córkę, by mogła na obozy sportowe pojechać wszystkie bez wyjątku. By można byłoby pomyśleć o przeniesieniu do innego klubu, ale na tą chwilę, musimy wierzyć tylko w jej umiejętności. I wierzymy. I jesteśmy dumni.

Tak, tak. Robi się słodko, ale wierzcie mi, że czasem słodko nie jest. Jest gorzko i kwaśno, czasem mamy nerwy na nich po kolei i na każde z osobna, bo robią coś co nie mieści się w kanonie naszych reguł i zasad dobrego wychowania.
Ale czy my byliśmy inni, czy aby byliśmy chodzącymi ideałami, czy aby byliśmy całkowicie idealnymi dzieci swoich rodziców. Oczywiście, że nie, ale podobnie jak oni próbujemy stworzyć chodzące ideały na swój wzór z naszych dzieci. Błąd. Czy jednak na pewno? To, że chcemy skopiować zachowania, które wpojono nam przez nasze życie, to, że chcemy by potrafili się zachować, by dążyli do celu, by się dobrze uczyli, by dbali o siebie nawzajem, by realizowali siebie, nie jest błędem a chęcią wypełnienia misji. Misji naszych rodziców, którzy mniej lub bardziej, ale są z nas dumni
Myślę jednak, że najważniejszym elementem jest to, aby powiedzieć im,
że bycie kulturalnym wobec ludzi, otwiera niejedne zaryglowane drzwi, ambicja i determinacja jest dobrą cechą, a dążenie do celu pozwoli im osiągnąć coś,
co wymarzyli sobie i dla siebie. Bo nauka nigdy w las nie idzie, nawet jeśli miałaby ona polegać jedynie na umiejętności wypicia kogla-mogla by wzmocnić głos, czy dobrej rozgrzewce przed treningiem by skorzystać z niego w pełni. Ważne by w życiu robić wszystko z myślą o sobie,
robić to z zaangażowaniem i oddaniem własnie tej sprawie.
By robić to w pełni i na 100%.

I to, że oni tak wokół tych swych pasji ciągle się kręcą, czy to z zamiłowania, czy to przy pomocy dobrej nauczycielki, daje powód do dumy, bo odnoszą kolejne sukcesy, a te cieszą również mnie i sprawiają, że JESTEM DUMNA.

Pewnie, że zawód lekarz, prawnik, prezes, czy inne takie z wyższej półki, kojarzone są z dużą kasą i powodzeniem, to jednak znając lekarzy, prawników
i innych z wyższych półek prezesów wiem, że nie mają oni tego, co mam ja. Chwil tylko z dziećmi, dla dzieci i przez dzieci.
Bo choć być może, mój portfel nie jest tak pełny, jakbym tego czasem potrzebowała i oczekiwała, to jednak serce moje jest pełniejsze i uzupełnianie ciągle przez dzieci mniejszymi lub większymi powodami do dumy.
I niech się dzieje, tak jak się dzieje.

Mogłabym tu jeszcze się roztkliwiać nad tym, jak są kochani i słodcy, ale to oczywiste bynajmniej dla mnie i jestem z nich dumna.
I choć strzelają fochy jak nikt, wachlarz min mają tak wielki, że za klimę by wystarczył latem, bywa, że jęczą, narzekają głośno, komentują, to jednak są najfajniejszymi dzieciakami na świecie.

I wiem jeszcze jedno, że Wy pewnie też takie istotki macie gdzieś obok, dalej bądź bliżej, już teraz, bądź być może za chwilę. Ale są i cieszyć nas będą mimo wszystko.

Dlatego dumna jestem!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.