z serii Pasi Kasi „Idealnie…”

Czy kiedykolwiek bywa idealnie??
Czy da się coś wykonać na prawdę bez zastrzeżeń??
Czy są decyzje, skutki tych decyzji i ewentualne zdarzenia absolutnie pozbawione wady??

Wydaje się raczej, że nie, choć podlega to jednak dyskusji.

No bo wyobraźmy sobie naszą pracę, nasze miejsce pracy gdzie spędzamy przy założeniu etatowca przynajmniej 1/3 życia.
Bywają dni, że od rana wszystko jako tako gra od początku, sporo się uda zrobić, nawet czasem zabłysnąć przełożonemu.
Czasem bywa, że i koledzy lubią Cię bardziej bo akurat zrobisz dla nich coś, to jest im na rękę.
Dla równowagi oczywiście i dlatego własnie, że nie może być wiecznie idealnie, przychodzi dzień, gdy biurko tonie w papierach, telefon dzwoni non stop, szef ma zły dzień i nic mu nie pasuje, a raport zrobiony na prędce nie jest powodem do dumy, a jedynie do wstydu.
I wtedy pada pytanie, czy nie może być idealnie, albo przynajmniej normalnie, przewidywalnie. Czy nie może istnieć zasada tego samego względnego spokoju?
Widać nie.

No, a jak nagle podejmujemy decyzję o zmianie pewnych rzeczy, do których zdążyliśmy przez lata przywyknąć i pomimo tego, że wadliwe z przyzwyczajenia trzymamy się ich kurczowo.
I wtedy wpadamy na pomysł, aby to zmienić. Pomysł bądź sytuacja zmusza nas do działania. Przykład u nas, wadliwa telewizja satelitarna. Szaleje od czerwca zeszłego roku i cierpliwie się użerałam, pisałam maile, dostawałam ochłapowe prezenty, jakieś tam zniżki, promocyjne kanały i mnóstwo obietnic.
Co z tego, jak każdy dzień był wielką niespodzianką, bo zawsze coś musiało się dziać i nigdy oglądanie telewizji nie należało do przyjemności.
W końcu płacimy za to, żeby był tak jak trzeba idealnie, a jednak nie koniecznie tak samo rozumiemy zapisy umowy. Pomiędzy nami a usługodawcą jest niezwykle urocza różnica zdań. Wy płaćcie, my zobaczymy jak będzie.
Nie jest idealnie.

Dlatego też postanowiliśmy o zmianie, wzięliśmy sobie patelnię, co ozdabia nasz balkon, zamontowaliśmy i okazuje się, że znów nie jest idealnie.
Bo wszystkie usługi nie działają jednak tak jak powinny, a przynajmniej nie tak jak obiecywali w momencie podpisywania umowy. Można by rzecz, normalka, ale z drugiej tu pozostaje mi opcja odstąpienia umowy, tyle tylko, że wtedy nie mam ani patelni, ani kabla, a za dwa tygodnie rozpoczyna się najważniejszy okres w życiu naszego domu, od którego uzależniony jest kalendarz rodzinny itp. ( temu pewnie poświęcę odrębny post).
I znów nie jest idealnie.

I w życiu codziennym też tej normalności brakuje, brakuje dłuższego, niczym nie wymuszanego spokoju. Idealnie w tym przypadku nie będzie i nie ma co na to liczyć, ale jak dla mnie, mogłoby być mniej nerwowo. Jestem kurde coraz starsza i szczerze przyznam, że tak częste jak ostatnio, nerwy i towarzyszące im przepychanki słowne, są zbyt obciążające.
No bo jak weźmiesz kilka tematów, jak powyżej, którym brakuje normalności, to w zasadzie masz ochotę dać sobie spokój. Bo nie wiadomo jakbym się spinała, to i tak nie będzie idealnie, a do tego dążę, więc jak tego nie dostaję, staje się to wprost frustrujące.

No to teraz na koniec zastanówmy się, czy osoba wymagająca idealnego życia i otoczenia idealnymi sprawami, jest idealna. Pomijam aspekt faktu, że jest gruba, zatem nie jestem idealną kobietą w rozumieniu fizycznym.
Dodajmy do tego, że jestem zwyczajnie człowiekiem więc bywam zmęczona, wkurwiona, śpiąca i czasem obolała.
Jak to kobieta miewam okres, a wtedy hormony szaleją nie tylko z powodu własnie tego, ale i faktu, że nie jestem pierwszej młodości, i dlatego właśnie one zaczynają dawać w dupę.
Złoszczę się czasem na MMŻ i dzieci bez powodu (znaczy się, powodów jest mnóstwo branych ze zdarzeń dnia codziennego, ale jakbym chciała je za każdym razem przytaczać i opowiadać…Poza tym tak na prawdę to się zastanawiam, czy na pewno są warte aż takiego darcia.).
Bywa, że psu też się dostanie bardziej podniesiony głos od Pańci, ale tylko wtedy, kiedy nie panuję już nad niczym.
Nie jestem idealna, ale do tego dążę, a jak nie osiągam celu, to przychodzi frustracja, a jak przychodzi frustracja, to są nerwy.
Zatem do ideału na prawdę sporo mi brakuje.

Dlaczego zatem skoro człowiek się tak stara i bardzo chce i robi wszystko, aby było idealnie, jednak mu zwyczajnie nie wychodzi??

A może chodzi o to, aby wrzucić na luz, robić tak jak umiem najlepiej, uśmiechać się mimo wszystko, a przede wszystkim nie stawiać zbyt wysoko poprzeczki, a stanowczo poniżej poziomu idealnego, czyli zbyt wysokiego??

A może zaś chodzi o to, abym zrozumiała, że nie może być idealnie. Że pewne braki winny mobilizować, do działania lepiej, ale nie za wszelką cenę.
A może to wszystko jest po to, abym zaakceptowała, że nie będą idealną osobą, ale jednak mimo wszystko jest pewnie parę osób, które mnie lubi
i ceni za to kim i gdzie jestem. A dzieci bardziej ucieszy uśmiechnięta a nie idealna Mama.
A może ilość funkcji, które niesie za sobą dekoder, czy też ilość kolegów chcących zamienić ze mną słowo w pracy nie ma znaczenia.

Liczy się jednak radość z obejrzenia filmu wspólnie z mężem i dziećmi, nie ważne, czy super nowości, czy starego hitu.
Liczy się też zwyczajnie jakość wypowiedzianych słów przez kolegów,
czy koleżanki, a nie bynajmniej ich ilość.

Czy będę spinać się mniej na idealnie?? Pewnie nie.

Będę jednak mniej wymagać od skali wielkości ideału…!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.