z serii Pasi Kasi „F”

Przychodzi taki moment w roku, kiedy sięgamy z MMŻ po kalendarz by zaznaczyć tajemniczymi kółeczkami soboty i niedziele. Nie, nie wszystkie. Jedynie te wybrane w sposób szczególny i z ogromnym namaszczeniem.
Soboty i niedziele ustalone nie przez nas, ale przez nas szanowane, według których będziemy żyć przez następne miesiące.
Według nich toczyć się będzie nasze codzienne, a w zasadzie weekendowe życie.
Zaczyna się sezon. Sezon, na który głównie czeka MMŻ i odlicza już nerwowo dni. Wtedy też pogoda powinna być idealna, gdyż nic nie powinno zakłócać transmisji. Sobota rozpocznie się wyjątkowo wcześnie, pomimo faktu iż ostatnie były leniwe. Będzie lekko nerwowo, będziemy, a głównie MMŻ będzie odczuwać ogromne podekscytowanie i na pewno ogromne szczęście.

Na tą chwilę wiemy przy pomocy czego Panowie będą to robić, gdzie i w jakich terminach, a nam jedynie pozostaje modlitwa, aby zapisany kalendarz planami, z każdym pojedynczym tygodniem był skutecznie realizowany.

Oczywiście, że to ma wpływ na nasz rytm i wnętrze a wszystko winno od tej chwili być zaplanowane pod te zaznaczone weekendy.
Trzeba bowiem mieć na uwadze, że w każdy weekend, będzie się to odbywać w innym terminie i o innej godzinie i to stanowi element ekscytacji.
Przywykliśmy jednak do tego i szanujemy to, gdyż to jest pasją MMŻ, a skoro moja pasja psia została zaakceptowana i przywleczona do domu, to ja podobnie szanuję miłość do……. F1.

Tak właśnie!  Jeden z najbogatszych i odstawiany co weekend wyścigowy
z ogromnym namaszczeniem show wygrywa ze wszystkim 🙂
MMŻ siedzący na narożniku już na dwie godziny przed rozpoczęciem,
rosół podawany w momencie startu i te wszystkie inne towarzyszące temu przeżycia, nerwy itp. To nasz sezon.
Nasz rodzinny.
Rozpoczęcie w marcu, zakończenie w dniu moich imienin w listopadzie.
Długo, namiętnie, głośno i z ogromną miłością do tego jedynego sportu.
Sportu szybkiego, nieprzewidywalnego, trzymającego w napięciu ale
i wiejącego czasem nudą.
To jest pasja i może zrozumieć ją tylko ktoś, kto rozumie pasję.

Pewnie, że czasem bywa wyzwaniem, koliduje, sprawia kłopoty logistyczne,
a są momenty, że mam jej na prawdę dość, ale szanuję, będę uczestniczyć
i będę wierzyć, że ten sezon będzie jeszcze lepszy niż poprzedni.
(Teraz również wiem, że MMŻ strzela focha, czytając to, gdyż wychodzi na jaw, że „czasem mam jej na prawdę dość…..”i te słowa właśnie staną się najważniejszymi, przynajmniej na czas focha dla MMŻ).

Czasem żałuję, że nie mogę go tam wysłać, we wszystkie te miejsca, by mógł obejrzeć te wyścigi na żywo. Byłby to sposób, aby zobaczyć co nieco na świecie, problem tylko w tym, że sezon trwałby na żywo, bez MMŻ w domu i na to zgodzić się raczej nie mogę. No bo zwyczajna tęsknota by zżerała, ale i zawiść, że On zwiedza, a my gary myjemy. Myślę sobie jednak, że gdybyśmy wygrali w totka, to te najfajniejsze wyścigi byśmy zobaczyli jadać na wakacje życia.
MMŻ był kiedy na Węgrzech na takim wyścigu, oglądał wszystko na żywo, uczestniczył i chłonął każdą komórką swojego ciała to wydarzenie, niestety jak wspomniałam wcześniej, to jeden z najdroższych sportów świata, zatem biletu wstępu, umówmy się nie leżą na najniższej półce w supermarkecie.

Wzięłam kiedy nawet udział w konkursie,  którym można było wygrać spotkanie z Lewisem Hamiltonem. Nigdy w życiu niczego nie wygrałam, więc i tak też było tym razem, ale marzyć wolno. W końcu nie mam mowy o tym, że teraz musimy, później przecież też możemy, bo w końcu wszystko przed nami, a życie długie jest.

Żeby zmienić rozmiar focha, który nadal trzyma, powiem tylko tyle, że co roku będę ozdabiać kalendarz i cierpliwie planować poszczególne weekendy, ba zaplanuję wedle nich remont mieszkania, wakacje i każdą jedną niedzielę czy sobotę. Pomyślałam też, że w tym roku własnie wyścigowe weekendy wykorzystać na ruch. Zamierzam wtedy więcej jeździć na rowerze, razem z dzieciakami. Może się okaże, że sezon uleczy moją nadwagę 😉 I jak go nie kochać?

Zaczynamy zatem sezon. Sezon rodzinny.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.