z serii (nie) Pasi Kasi „9 + 14…?”

Czasem się zastanawiam kto prowadzi rekrutację na stanowisko, sprzedawcy w punktach sprzedaży typu np. nc+, teleinfoliniach, bądź innych liniach.
Stwierdzam, że proces rekrutacyjny nie jest zbyt wymagający, bo łapią się
do takiej pracy prawie wszyscy, a w zasadzie po dzisiejszej wizycie w takim punkcie stwierdzam, że to takie plewy odrzucone od ziaren jeszcze w miarę wartościowych.
(Absolutnym zaprzeczeniem tego co powyżej niech będzie infolinia firmy Samsung)

Dziś jedna z takich pań zatrudnionych w punkcie nc+, która głównie jest tam dla wyglądu, choć w tym konkretnym przypadku bym polemizowała, próbowała mnie przekonać, że 9 plus 13, to nie inaczej tylko 22.
Debilem w zasadzie nie jestem, nad inteligentna też nie, ale coś nie coś wiem.
Wiem zatem , że choć uczą nas inaczej, prawo jest również po naszej stronie
i należy umieć z niego korzystać i je wykorzystywać przeciwko takiej panience jak w tym punkcie.

Zaczęło się od tego, że wkurzył nas inny dostawca telewizji, walka z nim trwała miesiące, przechodziło powoli w lata. No cierpliwość bynajmniej moja ma pewne granice, a że sezon już zaznaczył swój ślad w kalendarzu, nie mogą zdarzyć nam się żadne potknięcia w stylu utrata telewizji, programu, czy też burze i inne nieszczęścia pogodowe, postanowiłam zmienić dostawcę.

Wybrałam takiego co to mi obiecał więcej za mniej i wtedy też wyłączyła się moja czujność. Bo tak jak nie ma nic gratis, czy za pół darmo, czy za darmo przez pół roku, to tak samo nie ma niczego więcej za mniej.
I szybciej niż mogłam to w ogóle zaplanować, zaczęło się okazywać,
że faktycznie tak nie jest, bądź jest, jak komu pasuje.

Najpierw pojawił się kłopot, bo za zainstalowanie sprzętu przez technika dedykowanego przez nc+ trzeba dodatkowo zapłacić, bo skoro nie zapłaciliśmy 200 tylko 100 za sam sprzęt, bo w promocji, to 100 trzeba zapłacić serwisantowi.
Po drugie, po uruchomieniu okazało się, że nie działa tak jak powinno, zatem infolinia nc+ zna mnie już od podszewki i myślę sobie, że moja przypuszczalna podobizna wisi na wszystkich możliwych ściankach z tytułami „tych klientów nie obsługujemy”, „najbardziej upierdliwy klient”, „uważaj, bo jak zadzwoni, to wykończy”.
Skoro już zaczęło działać i miało nawet swój plus z tej nazwy, czyli ładniejszy obraz, to na tym w zasadzie lista plusów się skończyła.
Kiedy bowiem MMŻ wrzucił opcję chęci nagrania jakiegoś tam programu
w czasie kiedy ja chciałam obejrzeć swój serial i ja otrzymałam komunikat, że kiedy mąż nagrywa ja nie powinnam patrzeć w telewizor bo i tak nic tam nie zobaczę. To się zaczęło. „Że kiedyś to było lepiej, a teraz jest do dupy”, że to jakieś nieporozumienie i tak na prawdę jakiś kurwa żart.
Kiedy jednak, ja, dociekliwa część rodziny zaczęłam szukać przyczyny, dlaczego nie można jednego i drugiego robić naraz, okazało się, że trzeba mieć cztery a nie dwa otworki.

O otworkach teraz trochę. Otóż z anteny satelitarnej wychodzi konwerter,
a ten ma ilość otworków dwa, a my, aby nagrywać i mieć możliwość oglądania równocześnie, musimy mieć to samo urządzenie ale z czterema otworkami.
I teraz najfajniejsze:
Nc+ otóż ,oferuje dekoder z możliwością nagrywania i oglądania równocześnie, nie dając sprzętu, który to umożliwia. I to jest kompletnie dla mnie niezrozumiałe. Jak można sprzedawać usługi i sprzęt niekompletne i zupełnie ze sobą nie współgrające.

Kiedy zatem ustaliliśmy, że aby jednocześnie nagrywać i oglądać tv należy zmienić konwerter, a NC+ takich nie oferuje, pojawił się kolejny koszt ugrany
za niższy rachunek do pokrycia czyli konieczność dokupienia na własny koszt sprzętu. No to siem zdenerwowałam i napisałam , że sprzedając mi usługi i zawierając ze mną umowę, pani zachwalała mi ten cudowny sprzęt, co to równocześnie może to i to, ale nie powiedziała mi, że aby te rzeczy mieć funkcjonalne, trzeba sobie w sklepie obok zakupić dodatkowy sprzęt na własny koszt. Wtedy też zdałam sobie sprawę, że nc+ to nie jeden sklep, a cała aleja sklepików, które musisz wszystkie odwiedzić aby dostał nc+ w pełni funkcjonalne.
Należy również zwrócić uwagę, że już poniosłam raz koszt montując antenę
z okablowaniem, zatem zakupując kolejny sprzęt, znów będę musiała zawołać technika, który ma ryczałt wizytowy i czy przyjeżdża montować wszystko, czy tylko dokładać dwa kabelki do dwóch otworków , zapłacić mu trzeba znów to samo.
Kiedy się zaczęłam kłócić i dochodzić i podpowiedziałam że w końcu w trosce o jakość usług rozmowy są nagrywane, to może dogódźmy sobie wszyscy
i przesłuchajmy te rozmowy aby udowodnić jak było urządzając seks telefon party.
Po kolejnych dniach okazało się, że prawda jest po mojej stronie, reklamacja została uznana i powiedziane zostało, kup konwerter taki właściwy, wyślij dowód zakupu, a jeśli zrobisz to do końca kwietnia, zwrócimy ci poniesiony koszt i odliczymy ci to od FV. W końcu takich naiwniaków chętnych płacić wszystko jest więcej, zatem mamy worek możliwości na bardziej upierdliwych jak ty.
OK. Miło z ich strony, po mojej stronie zatem pozostał koszt dodatkowy czyli technik.
Co ciekawe potwierdza się, że człowiek przyzwyczai się do wszystkiego
i z braku możliwości przestaliśmy nagrywać.
Bo trzeba by było robić to wtedy kiedy nas nie ma, a w końcu najfajniejsze rzeczy lecą w tv popołudniami i wieczorem, zatem wtedy życie bez telewizji, które dla niektórych domownik są wręcz nie do przeskoczenia i mega niekomfortowe, są zwyczajnie nie do przeskoczenia.

Żeby tego wszystkiego było mało, pojawia się nagle komunikat u dzieci,
że opcja multiroom nie działa właściwie. Kolejna rozmowa gdzie po
40 minutach wykonywania dziwnych czynności, na wyraźne polecenie pana technika z infolinii, dowiaduję się, że to chyba wada sprzętu i należy się z nim udać do punktu, bądź też kabel jest uszkodzony i trzeba go wymienić.

No a dziś, szala goryczy się przelała, bo w domu brakło internetu i miałam wrażenie, że to zupełnie jakby brakło tlenu, bo choroba córki poszła
w odstawkę, co zadane też nie było ważne, co w szkole na półce obok, bo jedyny przekaz jaki otrzymywałam od domowników, to to, że nie ma internetu.

I tu najlepsze. Dzwonię na infolinię i dowiaduję się, że w dwa tygodnie zużyłam transfer danych miesięczny i jeśli chcę do 1 kwietnia mieć internet, muszę sobie go dokupić a jednorazowe doładowanie kosztuje mnie 20 zyla.
Mając przed oczami przerażone wizją nie posiadania internetu dzieci,
ale i MMŻ, zdecydowałam o wydaniu dodatkowo 20 złotych i ku zadowoleniu domowników pojawił się internet i zaczęli jakoś tak spokojniej oddychać.

To jednak sprawiło, że postanowiłam, wespół w zespół z MMŻ, że limit wpadek został w 2 tygodnie wyczerpany i szczerze przyznaliśmy, że mamy dość.
Bo jaki by nie był poprzedni dostawca, takie jaja się nie działy.

Dodam, że obok tych wszystkich rzeczy mieliśmy kłopot z ustawieniem funkcji nagrywania, odtwarzania filmów z własnego nośnika, pomimo wejścia usb znajdującego się z boku urządzenia, bo stwierdzam, że jest tam tylko dla ozdoby, gdyż nie obsługuje dziwnym trafem usb. Przy rozmowie z panienką z infolinii dowiedziałam się, że sprzęt ten co mam, co to taki hiper super jest, jest niestety mocno wadliwy.
Mam tylko takie pytanie jakby po środku tego wszystkiego, dlaczego
o wszystkich tych niuansach nie mówią w trakcie rozmowy, kiedy to gruszki
na wierzbach obiecują, a te nie dość że rosną, to rosną do rozmiarów małego słonia. A człowiek głupi jak ten Adam i wierzy, że to prawda. Głupia.

No to się ulało. Spojrzałam w kalendarz, zrobiłam szybki rachunek i okazało się że dziś jest ten dzień kiedy po raz ostatni bez ponoszenia konsekwencji mogę pożegnać się z nc+ na zawsze. No to postanowiłam im taki żarcik zrobić.
Aby się jednak upewnić, że liczyć potrafię, podczas uroczego spaceru z psem
i MMŻ zadzwoniłam na infolinię, a przemiły pan Paweł potwierdził mi, że jak najbardziej tak, mogę zrezygnować bez konsekwencji i choć jemu przykro bardzo, to mogę to zrobić w punkcie właśnie dziś.
Wbiegliśmy zatem do domu, odkurzyliśmy odstawiony inny dekoder, postawiliśmy w miejsce obecnie obowiązującego i potwierdziliśmy, że obecna umowa nadal obowiązuje, dostawca grzecznie dostarcza dalej i moi członkowie rodziny odzyskają tlen w lepszej jakości i to bez ograniczeń,
a do tego program z F1 jest i nie uciekł i można swobodnie spróbować się przeprosić z dostawcą od lat a nc+ po cudownych dwóch tygodniach podziękować.
I z taki zamiarem, nastawieni dość konkretnie weszliśmy do punktu a pani dzwoniąc pod numer swojej infolinii nc+ dowiedziała się dziwnym trafem  9 plus 14, to nie inaczej tylko 22.

Jakieś było moje zaskoczenie, kiedy dowiedziałam się, że cała nauka, którą odbyłam przez ostatnie 41 lat poszła w las i nijak się ma do wiedzy osobistej infolinii nc+, która mówi, że skoro umowę podpisałeś 9 marca to mogłaś ją rozwiązać do wczoraj czyli do 22 marca. Czyli jednak 9+14 to jednak 22.
Kiedy zaczęłam się upierać, że jednak potrafię liczyć, i zawsze w życiu liczę
na siebie i jeszcze mnie to nie zawiodło, a moje liczenie daje jednak wynik inny od pani, ta nerwowo zaczęła pracować z papierami i unikając kontaktu wzrokowego oznajmiła szeptem pod nosem, że jej system nie puszcza i nie ma mowy aby od umowy odstąpić.

No to ja postanowiłam pozwolić sobie bez systemu zadzwonić na moją infolinię nc+, odczekałam swoje, bo oczekiwanie na konsultanta jak na złość się przedłużało i ponownie przemiły pan Paweł potwierdził, że moja matematyka jest tą właściwą i dziś jest absolutnie ostatnia chwila aby odstąpić od umowy bezkolizyjnie, a skoro pani w punkcie twierdzi, że nie przyjmie, to ma mi napisać, że tego nie zrobi, a ja na tej podstawie mogę zgłosić reklamację, że pomimo przysługującego prawa nie mogę tego zrobić.
No to odłożyłam telefon, spojrzałam na panią bojowym wzrokiem
i powiedziałam sycząc przez zęby, że w takim razie niech pisze, że odmawia.
Ta jednak zaczyna się trząść i bronić, że jak chce to mogę złożyć rezygnację papierową na formularzu, który dostałam wraz z umową, a jeśli oni uznają,
że jednak mam rację, choć już dwukrotnie to potwierdzili, to dla niej nie ma przeciwwskazań.
No to znalazłam formularz, wypełniłam, podpisałam i złożyłam, żądając potwierdzenia na obydwu egzemplarzach tą samą datę, żeby sobie panienka nie wpadła na pomysł, że na swoim ujmie datę jutrzejszą, a mnie będą potem wmawiać spreparowanie dokumentu, sfotografowałam obydwie, a do tego zażądałam wysłania potwierdzenia w dniu dzisiejszym na maila, że rezygnacja wysłania do nc+ też była dzisiaj.
Pani jednak nie dopełniła tej formalności, pewnie sądząc, że będzie w ten sposób bardziej złośliwa niż ja.

Niestety…

Droga Pani z nc+… złośliwość świadczy o inteligencji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.